PRZEGLĄD PRASY – 1 lutego 2021 r.

 

- artykuł z: Rzeczpospolita  Odszkodowania za hałas z lotniska: trzy lata na pozew może naruszać konstytucję
- artykuł z: Rzeczpospolita  Przedsiębiorcy nie stracą zasiłku przez spóźnienie z zapłatą składki do ZUS
- artykuł z: Rzeczpospolita  Skąpa pomoc od rządu dla firm odmrażanych branż
- artykuł z: Rzeczpospolita  Izba Cywilna SN otrzymała pytania dotyczące ujednolicenia spraw frankowych
- artykuł z: Rzeczpospolita –  Czy można nałożyć karę na firmę, która wykorzystała do celów marketingowych czyjeś dane osobowe
- artykuł z: Dziennik Gazeta Prawna   Prawo zabrania łączenia funkcji włodarza z inną pracą w administracji publicznej. A jednak to się zdarza
- artykuł z: Dziennik Gazeta Prawna  Zabójcze prawo holdingowe Projektodawcy całkowicie zignorowali linię orzeczniczą
- artykuł z: Dziennik Gazeta Prawna  Doręczenie wypowiedzenia za pośrednictwem poczty, firmy kurierskiej lub wiadomości e-mail
- artykuł z: Dziennik Gazeta Prawna   W życie wszedł kolejny rządowy pakiet osłonowy dla firm
- artykuł z:
Prawo.pl  Gmina kontra dziennikarz: Władza ma mieć „grubą skórę”, prasa - kontrolę
- artykuł z: Prawo.pl  Służby w administracji - sposób na wyższą emeryturę
- artykuł z: Prawo.pl  TSUE: Konkluzje BAT dla dużych obiektów energetycznego spalania nadal obowiązują
- artykuł z: Prawo.pl  NSA: Praca kierowcy w wojsku nie narusza wolności religii
- artykuł z: Prawo.pl  WSA: Gmina musi poinformować, na jakich zasadach prowadzi profil na Facebooku
- artykuł z: Prawo.pl  WSA: Nie akt notarialny, tylko szkic decyduje o tym, kto będzie legalizował oranżerię

 

Odszkodowania za hałas z lotniska: trzy lata na pozew może naruszać konstytucję

 Źródło: Rzeczpospolita

Autor: Renata Krupa-Dąbrowska

Trzy lata na wniesienie pozwu o odszkodowanie za hałas z lotniska to za krótki czas. Może naruszać konstytucję.

Tysiące osób mieszkających w pobliżu lotnisk nie otrzymało odszkodowań za huk samolotów. Mieli za mało czasu na wniesienie roszczeń. Do Trybunału Konstytucyjnego wpłynęło pytanie prawne Sądu Okręgowego w Warszawie w tej sprawie. SO uważa, że termin na wystąpienie z roszczeniami jest zbyt krótki, mimo że już raz został wydłużony.

 

Podobnego zdania są eksperci.

 

Termin z sufitu

Problem z wypłatą odszkodowań powraca co pewien czas. Miała go rozwiązać nowelizacja art. 129 ust. 4 prawa ochrony środowiska. Ale tego nie zrobiła.

 

Zgodnie z nią od 2019 r. właściciele (użytkownicy wieczyści) mają trzy lata na wystąpienie z roszczeniem przeciwko lotniskom. Wcześniej mieli dwa lata. W wyroku z 7 marca 2018 r. Trybunał uznał, że dwuletni termin na dochodzenie roszczeń jest zbyt krótki, a przez to niezgodny z konstytucją. Nadmiernie ograniczał bowiem ochronę praw właścicieli (art. 64 konstytucji).

 

Wydłużenie terminu bez ustanowienia przepisów przejściowych okazało się iluzoryczne. W żaden sposób nie pomagało starającym się o odszkodowanie.

 

Tak myśli m.in. rzecznik praw obywatelskich. To na jego wniosek w 2018 r. TK wydał wyrok w sprawie art. 129 ust. 4 prawa ochrony środowiska.

 

– Pełne wykonanie wyroku TK powinna uwzględniać prawa osób pokrzywdzonych niekonstytucyjnym przepisem. Tylko tak można naprawić szkody wyrządzone im w przeszłości – wyjaśnia Kamila Dołowska, dyrektor Zespołu Prawa Cywilnego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. – Nie można zapominać, że roszczenia odszkodowawcze z art. 129 ust. 4 prawa ochrony środowiska dotyczą przede wszystkim właścicieli gruntów sąsiadujących z lotniskami, przy czym większość tych inwestycji została już zrealizowana, natomiast uprawnieni nie zdążyli wystąpić z roszczeniem – tłumaczy.

 

Kolejna ocena przepisu

Problem zauważył Sąd Okręgowy w Warszawie i postanowił zadać pytanie prawne Trybunałowi Konstytucyjnemu. W tej konkretnie sprawie chodzi o dom położony w strefie ograniczonego użytkowania lotniska Okęcie. Została ona ustanowiona najpierw w rozporządzeniu nr 50 wojewody mazowieckiego z 7 sierpnia 2007 r. Następnie przestało ono obowiązywać, a Sejmik Województwa Mazowieckiego podjął uchwałę w sprawie ustanowienia kolejnej strefy wokół tego lotniska.

 

Wówczas powstał problem. Chodzi o to, czy termin liczyć od daty rozporządzenia nr 50 czy strefy z 2011 r.

 

– Dom mojego klienta był objęty strefą z rozporządzenia i uchwały. Trzyletni termin bez przepisów przejściowych był więc w jego wypadku fikcją. Dlatego wyrok Trybunału nie został należycie wykonany przez ustawodawcę. Sąd Okręgowy również to dostrzegł – tłumaczy Łukasz Ptak, radca prawny.

 

Takich spraw jest więcej. Jeżeli TK przyzna rację SO, mogą zostać wznowione.

 

Fiasko w sądzie najwyższym

To niejedyne pytanie prawne dotyczące art. 129 ust. 4 po ostatniej zmianie, czyli wydłużeniu terminu na wnoszenie roszczeń do trzech lat.

 

W 2020 r. wpłynęło pytanie prawne w podobnej sprawie do Sądu Najwyższego. Skierował je również SO w Warszawie.

 

SO interesowało, czy na podstawie art. 8 ust. 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej dopuszczalna jest odmowa zastosowania przez sąd orzekający normy ustawowej ze względu na jej sprzeczność z normą konstytucyjną, bez uprzedniego zwrócenia się z pytaniem prawnym przez sąd do Trybunału Konstytucyjnego. Chodziło o art. 129 ust. 4 prawa ochrony środowiska.

 

– SN odmówił podjęcia uchwały. Dlaczego? Nie wiadomo. Do tej pory nie uzasadnił swojej decyzji, lecz spodziewamy się, że w uzasadnieniu może być pośrednio udzielona odpowiedź na pytanie – tłumaczy Radosław Howaniec, radca prawny, pełnomocnik jednej ze stron sprawy, w której wniesiono pytane prawne do SN.

 

Nie ma jeszcze wyznaczonego terminu rozprawy w TK w sprawie pytania prawnego warszawskiego SO.

 

 

Przedsiębiorcy nie stracą zasiłku przez spóźnienie z zapłatą składki do ZUS

 Źródło: Rzeczpospolita

Autor: Mateusz Rzemek

 

Mikroprzedsiębiorcy będą lepiej chronieni w czasie choroby i macierzyństwa. Wystarczy, że dopłacą zaległą składkę i zachowają prawo do świadczenia.

 

Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej wysłało do konsultacji społecznych nowelizację zawierającą wiele zmian w przepisach emerytalnych i dotyczących ubezpieczeń społecznych.

 

– To bardzo rozbudowany projekt, taki rodzaj miotły, która usuwa z przepisów wiele nieścisłości i naprawia znane błędy – tłumaczy dr Tomasz Lasocki z Katedry Ubezpieczeń na Uniwersytecie Warszawskim. – Jeden z problemów, który załatwia ta nowela, to np. zaniżone emerytury czerwcowe, które po zmianach już na stałe będą liczone na podobnych zasadach jak w pozostałych miesiącach. Najważniejsza zmiana na przyszłość dotyczy jednak dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego osób prowadzących działalność gospodarczą. Po zmianach zachowają prawo do świadczeń, nawet jeśli spóźnią się z zapłatą składki.

 

Obowiązkowa składka za dobrowolną ochronę

Do tej pory wystarczył nawet jeden dzień spóźnienia z zapłatą składki czy kilka złotych niedopłaty i mikroprzedsiębiorca automatycznie wypadał z ubezpieczenia chorobowego. Tracił wtedy prawo do zasiłku chorobowego czy macierzyńskiego. Przekonało się o tym boleśnie wiele osób wybierających się na długotrwałe leczenie w szpitalu czy kobiety prowadzące działalność gospodarczą, które po urodzeniu dziecka zostawały bez prawa do zasiłku macierzyńskiego.

 

– Po zmianach spóźnienie czy niedopłata składki nie pozbawi ochrony z ubezpieczenia chorobowego – komentuje Andrzej Radzisław, radca prawny, specjalista od ubezpieczeń społecznych, partner w kancelarii Goźlińska Petryk i Wspólnicy. – Taki przedsiębiorca, zanim otrzyma świadczenie, będzie musiał jednak najpierw uregulować zaległości. Podobne rozwiązanie funkcjonuje już dzisiaj w ubezpieczeniu wypadkowym i zostanie skopiowane do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego.

 

Można poprawić projekt zmian

Takie rozwiązanie może być jednak kłopotliwe dla ubezpieczonych. Zdaniem dr. Tomasza Lasockiego z UW można by poprawić projekt na korzyść mikroprzedsiębiorców.

 

– Po niedopłacie składki wystarczyłoby, aby ZUS potrącił niezbędną kwotę z wypłacanego świadczenia. Wtedy nie byłoby problemów z wstrzymywaniem zasiłku – proponuje dr Lasocki. – Takie rozwiązanie wydaje się lepsze, bo upraszcza postępowanie w takich sprawach. Gdyby się okazało, że niedopłata przedsiębiorcy jest większa i po potrąceniu jej z zasiłku nie byłoby już czego wypłacić, warto byłoby wprowadzić kwotę wolną od potrącenia. Przykładowo w wysokości 1 tys. zł.

 

Etap legislacyjny: konsultacje społeczne

 

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Jakub Bińkowski, dyrektor departamentu prawa i legislacji w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców

W projekcie rząd proponuje m.in. uchylenie przepisu, zgodnie z którym dobrowolne ubezpieczenie społeczne z mocy prawa ustaje wskutek opóźnienia w zapłacie należnej składki. Zgodnie z inną zaproponowaną regulacją zastosowanie się płatnika do utrwalonej praktyki interpretacyjnej ZUS miałoby chronić go przed zapłatą odsetek za zwłokę od nieopłaconych w terminie składek. Jest to de facto powtórzenie formuły znanej z prawa przedsiębiorców. Wprowadza się również domyślność bezgotówkowej formy wypłaty świadczeń przyznawanych od 2022 r. Aby po tym czasie odbierać rentę lub emeryturę w tradycyjnej formie, potrzebna będzie zgoda ZUS. Być może wystarczyłoby jednak, by osoby chcące fizycznie odbierać świadczenia składały w tym celu proste oświadczenia.

 

 

Skąpa pomoc od rządu dla firm odmrażanych branż

 Źródło: Rzeczpospolita

Autor: Mateusz Rzemek

Przedsiębiorcy prowadzący sklepy odzieżowe i obuwnicze oraz handlujący na targowiskach dostaną mniej postojowego i ulg w składkach.

Rząd zdecydował się na proste przedłużenie dotychczasowej pomocy udzielanej przedsiębiorcom i w najnowszym rozporządzeniu przyznaje wsparcie tym samym branżom co dotychczas.

 

Wszystko wskazuje na to, że w związku z odmrożeniem galerii handlowych przedsiębiorcy z kodami PKD: 47.71.Z, 47.72.Z, 47.81.Z, 47.82.Z i 47.89.Z, czyli sprzedawcy odzieży, butów i innych wyrobów skórzanych, a także prowadzący działalność na straganach i targowiskach otrzymają tylko jednorazowo postojowe, a ulgi w składkach tylko za grudzień. Tymczasem przedsiębiorcy z pozostałych ponad 40 branż wymienionych w rozporządzeniu dostaną oba te świadczenia podwójnie. Są to m.in. przedsiębiorcy działający w branży hotelarskiej i turystycznej, gastronomicznej. Co ciekawe, podmioty prowadzące muzea (PKD 91.02.Z), odmrażane obecnie razem z galeriami handlowymi, zachowały prawo do obu tych świadczeń na takich samych zasadach, jak nadal zamrożone kluby fitness i siłownie.

 

W każdym przypadku podstawowym warunkiem przyznania wsparcia jest spadek przychodów o 40 proc., w stosunku do poprzedniego miesiąca, lub analogicznego miesiąca w poprzednim roku.

 

Podstawa prawna: rozporządzenie Rady Ministrów z 19 stycznia 2021 r., DzU z 22 stycznia 2021 r., poz. 152

 

 

Izba Cywilna SN otrzymała pytania dotyczące ujednolicenia spraw frankowych

 Źródło: Rzeczpospolita

Autor: Marek Domagalski

SN przesądzi, jaki są skutki krzywdzącego kursy CHF w umowie kredytowej i czy należy ją ratować.

Sześć pytań dotyczących najważniejszych spornych kwestii prawnych w procesach frankowiczów z bankami, skierowała do całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego I prezes SN Małgorzata Manowska. I wyznaczyła od razu termin posiedzenia izby na 25 marca br.

 

Odpowiedź SN powinna ułatwić i przyśpieszyć rozstrzyganie tych spraw. Mimo bowiem wielu zapadłych i opisanych w tych sprawach wyroków nadal są ogromne rozbieżności w sądach, jak rozliczać te umowy, ewentualnie naprawiać.

 

Pytania do SN

Po pierwsze I prezes pyta, czy w razie uznania, że postanowienie umowy kredytu frankowego określające sposób ustalania kursu franka (waluty obcej) jest abuzywne i nie wiążą konsumenta, sąd może tę lukę wypełnić sposobem określenia kursu wynikającym z prawa cywilnego lub zwyczajów? Na wypadek odpowiedzi przeczącej padają dwa kolejne pytania: czy umowa kredytowa może wiązać strony w pozostałym zakresie?

 

Czwarte pytanie jest o to, czy w przypadku nieważności umowy kredytowej, w ramach której bank wypłacił kredytobiorcy całość lub część kredytu, a kredytobiorca dokonywał spłat kredytu, powstają odrębne roszczenia za nienależne świadczenie na rzecz każdej ze stron, czy też powstaje tylko jedno, o zapłatę nadwyżki spełnionych świadczeń. Prawniczo mówiąc, to spór o rozliczenie umowy czy według tzw. teorii dwóch kondykcji lub salda.

 

I kolejne pytanie: czy w przypadku nieważności umowy kredytowej bieg przedawnienia roszczenia banku o zwrot wypłaconych kwot rozpoczyna się od chwili ich wypłaty, czy może później?

 

Nadzieje i koszty

Ostatnie pytanie może jest najważniejsze: czy w przypadku unieważnienia umowy, jeśli którejś ze stron (konsumentowi lub bankowi) przysługuje roszczenie o zwrot zapłaconych pieniędzy (kredytu, rat), ta może również żądać wynagrodzenia za korzystanie z jej pieniędzy, czyli odsetek. Autorzy pytania zdają sobie sprawę z rangi tego pytania, wskazując w uzasadnieniu, że sposób jego rozwiązania może mieć kluczowe znaczenie dla decyzji konsumenta, czy kwestionować moc wiążącą umowy kredytowej.

 

Prawnicy, którzy czytali liczące ok. 50 stron uzasadnienie, są pod wrażeniem wykonanej pracy i szerokiej prezentacji orzecznictwa. – To efekt szerokiego rozpoznania problematyki frankowej m.in. przez swego rodzaju ankietę w sądach cywilnych i starannych odpowiedzi na prośbę I prezes SN, a następnie przeanalizowania przedstawionych problemów przez Biuro Studiów i Analiz SN – mówi „Rz” Aleksander Stępkowski, sędzia i rzecznik SN.

 

Wielu prawników od dawna wskazywało, że potrzebna jest uchwała SN, która całościowo rozwiązałaby sporne kwestie frankowe i udrożniłaby rozpoznawanie tych spraw oraz ujednoliciła wydawane wyroki. Wbrew ogromnym nadziejom wyrok TSUE w sprawie Dziubaków sprzed ponad roku nie rozwiał wielu wątpliwości i rozbieżności prawnych, za to wzrosła liczba spraw frankowych w sądach.

 

– Nadal też panuje przekonanie, że Sąd Okręgowy w Warszawie jest sądem najbardziej przychylnym frankowiczom i unieważnia umowy frankowe, gdy np. sądy we Wrocławiu czy Gdańsku uchodziły za kontrowersyjne –mówi „Rz” Kinga Strychalska, radca prawny.

 

Także Komisja Europejska zapytała Polskę o przestrzeganie praw konsumentów, zwłaszcza frankowiczów, a jej wątpliwości wzbudziła rozbieżności w orzecznictwie.

 

Przewidywana uchwała SN z chwilą jej podjęcia uzyskuje moc zasady prawnej, i wiązać będzie prawnie wszystkie składy orzekające SN, a siłą autorytetu wszystkie sądy w Polsce (art. 87–88 ustawy o SN).

 

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

dr Tadeusz Białek, wiceprezes Związku Banków Polskich

Od dłuższego czasu obie strony tego sporu były zgodne, że potrzebne jest rozstrzygnięcie kluczowych kwestii prawnych w sprawach frankowych przez szerszy skład SN. Takich m.in. jak wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, przedawnienie roszczeń i sposób ich rozliczania między bankiem a konsumentem. Pytania I prezes SN gruntownie je analizują wraz z kompleksową prezentacją orzecznictwa, niezależnie dla której strony jest korzystne. Uchwała Izby Cywilnej z pewnością usprawni rozpatrywanie spraw o kredyty frankowe, choć wiele zależy też od odpowiedzi. Trzeba też pamiętać o TSUE, w którym czeka kilka spraw frankowych i jego odpowiedzi mogą mieć duże znaczenie dla tych spraw.

 

 

Czy można nałożyć karę na firmę, która wykorzystała do celów marketingowych czyjeś dane osobowe

 Źródło: Rzeczpospolita

Autor: Renata Krupa-Dąbrowska

 

Prezes UODO może nałożyć karę finansową na polską firmę, która wykorzystała do celów marketingowych dane obywatela Niemiec.

 

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę spółki East Power na decyzję prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych nakładającą na nią karę za brak współpracy w trakcie prowadzonego przez niego postępowania. Wyniosła 15 tys. zł.

 

To pierwszy przypadek nałożenia takiej sankcji na administratora danych w postępowaniu transgranicznym.

 

Spółka zajmuje się w Polsce i Niemczech pośrednictwem pracy, a skargę na nią złożył obywatel Niemiec, ponieważ przetwarzała jego dane osobowe w celach marketingowych.

 

Skargę złożył w niemieckim organie ochrony danych osobowych właściwym dla Nadrenii-Palatynatu, ale przejął ją do rozpoznania prezes UODO jako tzw. organ wiodący. Spółka ma bowiem siedzibę w Polsce.

 

Spółka wniosła o odstąpienie od nałożenia kary. Tłumaczyła, że aktualnie nie przetwarza danych osobowych skarżącego, a wcześniej pozyskała je „z powszechnie dostępnych baz danych” i wykorzystała imię, nazwisko oraz adres e-mail „w celu jednorazowego doręczenia skarżącemu wiadomości e-mail”.

 

Nie przekonało to prezesa UODO. Trzykrotnie skierował do spółki wezwania do złożenia wyjaśnień. Chciał m.in. wiedzieć, na jakiej podstawie prawnej oraz w jakim celu spółka przetwarzała dane osobowe skarżącego oraz skąd je pozyskała. Interesowało go również, w jaki sposób ustosunkowała się do żądania skarżącego o usunięcie jego danych osobowych i zaprzestanie wysyłania do niego treści marketingowych.

 

Dwa wezwania prezesa UODO (prawidłowo doręczone i odebrane przez spółkę) pozostały bez żadnej odpowiedzi. Na jedno z wezwań spółka odpowiedziała, jednakże jej wyjaśnienia były niepełne i wewnętrznie sprzeczne.

 

W ocenie prezesa UODO nie wystarczały do ustalenia stanu faktycznego sprawy. Uznał więc, że spółka nie chce z nim współpracować i nie wywiązuje się z przewidzianego w przepisach RODO obowiązku zapewnienia mu dostępu do danych osobowych i innych informacji niezbędnych do wykonywania jego zadań, w tym przypadku do rozpatrzenia skargi wniesionej przez obywatela Niemiec.

 

Prezes UODO powołał się na art. 83 ust. 1 rozporządzenia 2016/679. Zgodnie z tym przepisem nałożona przez organ nadzorczy kara powinna być w każdym indywidualnym przypadku skuteczna, proporcjonalna i odstraszająca.

 

W ocenie prezesa UODO kara nałożona na spółkę spełnia te kryteria. Zdyscyplinuje ją do prawidłowej współpracy zarówno w dalszym toku postępowania, jak i w ewentualnych innych postępowaniach prowadzonych w przyszłości.

 

Orzeczenie WSA w Warszawie nie jest prawomocne.

 

Sygnatura akt: II SA/Wa 1564/20

 

 

Prawo zabrania łączenia funkcji włodarza z inną pracą w administracji publicznej. A jednak to się zdarza

 Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Autor: Leszek Jaworski

Z analizy orzecznictwa dotyczącego wygaśnięcia mandatu włodarza wynika, że dorabianie w urzędach administracji rządowej jest najczęstszą przyczyną pozbawienia funkcji. Kontrowersje powoduje m.in. to, że w ustawie o samorządzie gminnym brak definicji terminu „administracja rządowa”.

Ogrom zadań ciążących na włodarzu sprawia, że efektywne rządzenie nawet dwiema małymi gminami nie jest praktycznie możliwe. Nie pozwala na to również art. 27 ustawy o samorządzie gminnym (dalej: u.s.g.). Przepis ten też zakazuje wójtowi dorabiania na dodatkowym angażu w administracji rządowej. Analogiczne obostrzenia dotyczą też starostów i marszałków województw. Z tym, że oni mogą być dodatkowo radnymi. W przypadku wójta (burmistrza, prezydenta miasta) taka kumulacja ról jest zabroniona. Coraz częściej jednak samorządowcy nie przejmują się ograniczeniami związanymi z łączeniem stanowisk i podejmują dodatkową pracę, np. w państwowych agencjach, inspekcjach czy służbach – o czym donoszą i co im wytykają lokalne media. Taki proceder nie powinien ujść na sucho. Przepisy mówią bowiem wyraźnie, że sankcją za łączenie stanowisk jest pozbawienie włodarza funkcji. Dlaczego zatem odpowiednie organy nie wyciągają wobec naruszających przepisy konsekwencji? Najczęściej dlatego, że nie są w posiadaniu informacji o faktycznym dorabianiu przez samorządowca. Gdy tę wiedzę mają, powinny reagować szybko. W dzisiejszej publikacji, na konkretnych przykładach i przywołując orzecznictwo, pokazujemy, jakie sytuacje związanie z łączeniem stanowisk mogą być powodem odwołania włodarza.

 

Jednym z głównych ograniczeń jest to, że mandatu burmistrza nie wolno łączyć z innymi funkcjami i stanowiskami. Tego rodzaju zakazy określane są mianem incompatibilitas (łac. niepołączalność). W odniesieniu do burmistrza obostrzenia w tym zakresie są uregulowane głównie w art. 27 u.s.g. Tożsame regulacje zawarte są w ustawach ustrojowych powiatu i województwa. [ramka 1]

 

Ramka 1

Jasny zakaz

Mandatu wójt nie może łączyć z:

• funkcją wójta lub jego zastępcy w innej gminie,

• członkostwem w organach jednostek samorządu terytorialnego, w tym w gminie, w której jest wójtem lub zastępcą wójta,

• zatrudnieniem w administracji rządowej,

• mandatem posła lub senatora.

 

Zakaz łączenia stanowisk nie oznacza, że osoba zatrudniona np. w administracji rządowej albo sprawująca mandat radnego nie może kandydować w wyborach na wójta (burmistrza, prezydenta miasta). Omawiane ograniczenie dotyczy momentu od objęcia mandatu. Ale uwaga, ten włodarz, który przed wyborami sprawował funkcję lub był zatrudniony w administracji rządowej, musi podjąć decyzję, z czego rezygnuje. Przepisy dają mu trzy miesiące od złożenia ślubowania na dokonanie wyboru pomiędzy mandatem a dotychczasowym zatrudnieniem, funkcją bądź zajęciem (por. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie Wielopolskim z 29 listopada 2012 r., sygn. akt II SA/Go 770/12). Zgodnie bowiem z art. 492 par. 4 kodeksu wyborczego (dalej: k.w.), jeżeli burmistrz przed dniem wyboru wykonywał funkcję lub prowadził działalność gospodarczą, to obowiązany jest do zrzeczenia się tej funkcji lub zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej w terminie trzech miesięcy od dnia złożenia ślubowania.

 

Przykład 1

Czas do namysłu

Jan Kowalski sprawował funkcję radnego. W związku ze zwolnieniem mandatu burmistrza przez Adama Nowaka (zrzekł się tej funkcji) w mieście przeprowadzono wybory. Kandydatem był m.in. Jan Kowalski. Start w wyborach zakończył się dla niego pozytywnie i 15 stycznia 2021 r. złożył ślubowanie. Do 15 kwietnia 2021 r. ma czas na zrzeczenie się funkcji radnego albo mandatu burmistrza.

 

Pierwszy zakaz dotyczy niepołączalności funkcji wójta z tym mandatem w innej gminie albo powołaniem w niej na zastępcę wójta. Celem tego ograniczenia jest zapewnienie efektywnego zarządzania daną jednostką i skupienie się na jej interesach, co byłoby niemożliwe do osiągnięcia, gdyby osoba stojąca na czele jednostki dzieliła niezbędny do tego czas z obowiązkami organu wykonawczego lub jego zastępcy w innej gminie.

 

Przeciwdziałaniu powstawania takich sytuacji służy dodatkowo art. 472 k.w. Przepis ten zabrania kandydowania na stanowisko wójta (burmistrza, prezydenta miasta) w więcej niż jednej gminie. Mankamentem tego przepisu jest to, że art. 482 par. 4 k.w. przewiduje przypadek, kiedy włodarza wybiera rada gminy, a nie mieszkańcy. Chodzi tu o sytuację, gdy kandydat nie uzyskał więcej niż połowy ważnie oddanych głosów. Może się zatem zdarzyć, że rada wybierze włodarza, który w innej jednostce pełni już mandat. Co wtedy? W takim przypadku, przy braku rezygnacji z dotychczas zajmowanego stanowiska, dojdzie do niedozwolonego skumulowania sprawowanych funkcji w ręku jednej osoby. To zaś pociągnie za sobą określoną w art. 492 par. 1 pkt 5 k.w. sankcję wygaśnięcia mandatu. Żeby do tego nie doszło, w myśl art. 492 par. 4 k.w. osoba wybrana na stanowisko włodarza musi się zrzec dotychczasowej funkcji w terminie trzech miesięcy od dnia złożenia ślubowania.

 

Z art. 27 pkt 1 u.s.g. wynika ponadto zakaz powołania włodarza w innej gminie na stanowisko zastępcy wójta. Przy czym nie ma znaczenia w tym przypadku, co jest powodem tego powołania i na jaki okres to nastąpi.

 

Przykład 2

Krótkie zastępstwo

Witold Wrzesiński jest wójtem gmina Michówka. Na okres nieobecności w pobliskiej miejscowości zastępcy włodarza Ernesta Kwoka, który przebywa na zwolnieniu lekarskim, burmistrz zaproponował Witoldowi Wrzesińskiemu, żeby objął to stanowisko. Jeżeli przyjmie on tę propozycję, to naruszy zakaz z art. 27 pkt 1 u.g.s. Nie ma przy tym znaczenia, że Witold Wrzesiński zostałby tylko czasowo powołany na stanowisko zastępcy wójta.

 

Kumulacja

Następne ograniczenie dotyczy łączenia funkcji włodarza z członkostwem w organach jednostek samorządu terytorialnego, w tym w gminie, w której sprawuje on swój urząd. W praktyce oznacza to zakaz łączenia funkcji wójta z:

·   mandatem radnego w jakiejkolwiek, w tym także własnej gminie,

·   mandatem radnego w radzie powiatu/sejmiku województwa,

·   członkostwem w zarządzie powiatu/województwa.

 

To nie wszystkie sytuacje, które oznaczają naruszenie art. 27 u.s.g. Włodarz nie może być zatrudniony w urzędzie gminy na innym stanowisku, np. sekretarza. Należy podkreślić, że jest on kierownikiem urzędu i wykonuje czynności z zakresu prawa pracy. Łączenie funkcji oznaczałoby w praktyce zawarcie umowy z samym sobą, co na gruncie kodeksu cywilnego jest również niedopuszczalne. [przykład 3]

 

Przykład 3

Z samym sobą

Waldemar Kwiatkowski z zawodu jest nauczycielem. W ostatnich wyborach został wybrany na burmistrza. W miejscowej szkole podstawowej zwolniło się stanowisko dyrektora. Waldemar Kwiatkowski postanowił wziąć udział w konkursie na to stanowisko. Jest to niedopuszczalne, gdyż zgodnie z art. 30 ust. 2 pkt 5 u.s.g. do zadań wójta należy zatrudnianie i zwalnianie kierowników gminnych jednostek organizacyjnych. Taką jednostką jest też szkoła podstawowa. Zatem ewentualny jego wybór doprowadziłby do sytuacji, że sam siebie musiałby powołać na stanowisko dyrektora. Akt powołania byłby w tym przypadku nieważny.

 

Zakaz łączenia funkcji wójta z członkostwem w organach jednostki samorządu terytorialnego, w tym w gminie, w której jest wójtem, interpretuje się szeroko, obejmując nim również członkostwo w organach jednostek pomocniczych. Pogląd ten potwierdza orzecznictwo (por. wyroki WSA: w Warszawie z 2 kwietnia 2004 r., sygn. akt II SA 2255/03; w Olsztynie z 29 listopada 2012 r., sygn. akt II SA/Ol 1210/12 i wyrok NSA z 29 maja 2013 r., sygn. akt II OSK 350/13).

 

Nie jest natomiast zabronione członkostwo włodarza w radzie sołeckiej jako organie opiniodawczym i doradczym sołtysa. Wójt może być także członkiem zgromadzenia związku międzygminnego czy zarządu tego związku. Takie połączenie stanowisk jest wyraźnie przewidziane w art. 70 ust. 1 i 2 oraz art. 73 ust. 2 i 3 u.s.g.

 

W przeciwieństwie do wójta, który nie może łączyć swojej funkcji z mandatem radnego we własnej gminie, członkostwo w zarządzie powiatu/województwa można łączyć z mandatem radnego we własnej radzie powiatu/sejmiku województwa. Niedopuszczalne jest natomiast kumulowanie członkostwa w zarządzie powiatu z członkostwem w sejmiku województwa lub z członkostwem w zarządzie województwa. Identyczny zakaz obowiązuje w drugą stronę, tj. nie można łączyć członkostwa w zarządzie województwa z członkostwem w radzie powiatu lub z członkostwem w zarządzie powiatu.

 

Przykład 4

Członkostwo w powiecie i województwie

Marek Sroka jest starostą i jednocześnie radnym rady powiatu. Członkowie zarządu powiatu mogą być jednocześnie radnymi. Najczęściej (choć nie jest to obowiązek) są wybierani spośród radnych. Marek Sroka otrzymał też propozycję członkostwa w zarządzie województwa. Taka kumulacja stanowisk jest jednak zabroniona.

 

Dodatkowy angaż

Kolejny zakaz wynikający z art. 27 u.s.g. dotyczy zatrudnienia w administracji rządowej. Warto wskazać, że w piśmiennictwie podkreśla się, że to ograniczenie ma znaczenie priorytetowe. Argumentem, który o tym świadczy, jest wprowadzenie tego zakazu do u.s.g. najwcześniej. Uważa się, że art. 27 pkt 3 u.s.g. jest ustawową gwarancją uniezależnienia samorządu terytorialnego od administracji rządowej. Celem tego przepisu jest przeciwdziałanie sytuacjom, w których włodarze byliby podatni na naciski ze strony administracji rządowej lub wręcz forowali jej interesy kosztem interesu gminy.

 

Z analizy orzecznictwa dotyczącego wygaśnięcia mandatu włodarza wynika, że dorabianie w urzędach administracji rządowej jest najczęstszą przyczyną pozbawienia funkcji. Dodatkowo zagadnienie to powoduje sporo kontrowersji. Powodem jest to, że art. 27 u.s.g. nie definiuje pojęcia „administracja rządowa”. W praktyce czasami trudno jest zakwalifikować daną jednostkę pod względem jej umiejscowienia (bądź nie) w składzie administracji rządowej.

 

W rozwikłaniu tego problemu pomocny może być wyrok z 24 listopada 2020 r., w którym WSA w Kielcach (sygn. akt II SA/Ke 829/20) wyjaśnił, jak należy rozumieć ww. pojęcie. Zdaniem tego sądu w przepisach brak jest literalnej definicji administracji rządowej, ale konstytucyjnym kryterium uznania określonej jednostki za należącą do struktury administracji rządowej jest sprawowanie przez Radę Ministrów – w sposób bezpośredni lub pośredni (tj. przez prezesa Rady Ministrów lub ministra) – kierownictwa nad jej działalnością. Kielecki WSA wskazał, że uznanie danego organu za należący do administracji rządowej wymaga spełnienia dwóch warunków:

·   wykonywania zadań mających charakter administracji publicznej,

·   osadzenia w segmencie aparatu państwowego, na czele którego stoi Rada Ministrów.

 

Kielecki WSA zgodził się przy tym z wojewodą świętokrzyskim, że ośrodek doradztwa rolniczego nie jest umiejscowiony w strukturze administracji rządowej. Jako argument podał on fakt, że jednostki doradztwa rolniczego nie podlegają ministrowi (w każdym razie podległość ministrowi do spraw rozwoju wsi nie ma charakteru kierowniczego i strukturalnego) i w ich strukturze nie działa korpus służby cywilnej.

 

Ważne: Z analizy orzecznictwa dotyczącego wygaśnięcia mandatu włodarza wynika, że dorabianie w urzędach administracji rządowej jest najczęstszą przyczyną pozbawienia funkcji. Kontrowersje powoduje m.in. to, że w ustawie o samorządzie gminnym brak definicji terminu „administracja rządowa”.

 

Agencje państwowe i inspekcje

W kwestii tej wypowiedziała się także Państwowa Komisja Wyborcza, stwierdzając, że pojęcie administracji rządowej należy rozumieć szeroko, przez co obok organów i urzędów administracyjnych uwzględnia ono także agencje oraz inne jednostki organizacyjne państwa wykonujące zadania rządu, mające kompetencje w sferze polityki ustalanej i wytyczanej przez rząd. W opinii PKW oznacza to zatem, że wójt nie może pracować jednocześnie na jakimkolwiek stanowisku w jednostce przynależnej do administracji rządowej, w tym w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (pismo PKW z 9 lutego 2015 r., nr ZPOW-703-10/15, www.bip.krapkowice.pl/download/attachment/31274/wytyczne-pkw-burmistrz.pdf).

 

Z orzecznictwa i piśmiennictwa wynika, że pojęcie administracji rządowej należy rozumieć szeroko, mając na myśli zatrudnienie nie tylko w jej organach centralnych, lecz także w organach szczebla wojewódzkiego, niezależnie od tego, czy chodzi o administrację zespoloną czy niezespoloną. Czy zatem zatrudnienie włodarza w inspekcji (np. sanitarnej, nadzoru budowlanego) narusza zakaz z art. 27 pkt 3 u.s.g.? Zdaniem dr Karoliny Rokickiej-Murszewskiej, radcy prawnego, adiunkta w Katedrze Prawa Administracyjnego Wydziału Prawa i Administracji UMK w Toruniu, na to pytanie należy odpowiedzieć pozytywnie. – Wszelkiego rodzaju służby, inspekcje i straże stanowią część administracji rządowej w województwie – twierdzi prawniczka. I dodaje, że zadania tej administracji w województwie wykonują m.in. organy rządowej administracji zespolonej w województwie, w tym kierownicy zespolonych służb, inspekcji i straży. – Zgodnie z art. 27 pkt 3 u.s.g. funkcji wójta nie można łączyć z zatrudnieniem w administracji rządowej i, co ważne, nie ma przy tym znaczenia forma zatrudnienia (czy to będzie umowa o pracę czy np. umowa cywilnoprawna), ani stanowisko w administracji rządowej (czy będzie to stanowisko wysokiego czy niskiego szczebla) – wyjaśnia. Ekspertka wskazuje również, że zakaz z art. 27 pkt 3 u.s.g. dotyczy nie tylko administracji terenowej zespolonej, lecz także należy go odnieść do niezespolonej administracji rządowej czy centralnej – pojęcie „administracji rządowej” w art. 27 pkt 3 u.s.g. rozumie się szeroko. [ramka 2]

 

Ramka 2

Klasyfikacja urzędów

W orzecznictwie na gruncie art. 27 pkt 3 u.s.g. uznano za pracę w administracji rządowej zatrudnienie w:

• Lasach Państwowych (wyrok WSA w Kielcach z 12 października 2016 r., sygn. akt II SA/Ke 855/16),

• Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (wyrok NSA z 29 maja 2013 r., sygn. akt II OSK 350/13),

• policji (wyrok NSA z 27 lutego 1996 r., sygn. akt SA/Rz 69/95),

• kuratorium oświaty (postanowienie WSA w Lublinie z 26 kwietnia 2017 r., sygn. akt II SA/Lu 1155/16,

• straży granicznej (wyrok NSA z 10 marca 1995 r., sygn. akt SA/Rz 1088/94).

 

Ustalenie, jaki urząd wchodzi w skład administracji rządowej, to niejedyny problem, który powstaje na gruncie art. 27 pkt 3 u.s.g. Kontrowersje może rodzić także termin „zatrudnienie”, gdyż nie jest ono doprecyzowane w tym przepisie. Z orzecznictwa wynika, że zakaz łączenia funkcji wójta z zatrudnieniem w administracji rządowej obejmuje każdy rodzaj zatrudnienia, a więc zarówno na postawie umowy o pracę, mianowania czy powołania, jak i w ramach zatrudnienia niepracowniczego, jak np. umowa zlecenia, umowa o dzieło (por. wyrok NSA z 29 stycznia 2002 r., sygn. akt II SA/Wr 2764/01).

 

Urlop bezpłatny

Jak wcześniej wspomniano, nie ma przeciwwskazań, by osoba zatrudniona w administracji rządowej kandydowała na wójta. Czy po wyborze na tę funkcję dla wyłączenia zakazu wystarczające jest wzięcie urlopu bezpłatnego w urzędzie administracji rządowej na czas kadencji? Wojewoda świętokrzyski podał, że pozostawanie wójta na urlopie bezpłatnym i zawieszenie wykonywania obowiązków na okres sprawowania mandatu nie można uznać za naruszenie zakazu. Jego zdaniem udzielony na podstawie art. 174 par. 1 kodeksu pracy urlop bezpłatny stanowi czas swoistego zawieszenia stosunku pracy, w ciągu którego następuje przerwa w realizacji pracowniczego obowiązku pracy udzielana przez pracodawcę, sam pracodawca jest zaś co do zasady zwolniony ze świadczeń na rzecz pracownika. Wojewoda jako argument podał art. 22 par. 1 k.p., zgodnie z którym przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem. Według wojewody elementem stosunku pracy jest konieczność podporządkowania się przez pracownika wiążącym poleceniom pracodawcy, który w ten sposób może wpływać również na inne czynności pracownika (por. zarzuty skargi do WSA w Kielcach rozstrzygniętej wyrokiem tego sądu z 24 listopada 2020 r., sygn. akt II SA/Ke 829/20).

 

Z tym poglądem nie zgadza się Mirosław Rymer, radca prawny z kancelarii Płaza Głąb. Jego zdaniem osoba zatrudniona w administracji rządowej, która obejmie stanowisko wójta (burmistrza, prezydenta miasta) i w okresie pełnienia tej funkcji będzie przebywać na urlopie bezpłatnym w administracji rządowej, będzie łamała zakaz z art. 27 pkt 3 us.g. Ekspert podkreśla, że osoba, której udzielono urlopu bezpłatnego, nadal pozostaje pracownikiem administracji rządowej, a jej stosunek pracy nie ulega, jak twierdzą niektórzy „zawieszeniu”. ‒ Co więcej, jak wynika z art. 174 par. 3 k.p., strony stosunku pracy, w przypadku gdy urlop taki udzielony został na okres dłuższy niż trzy miesiące, przewidzieć mogą możliwość odwołania pracownika z urlopu z ważnych przyczyn – wskazuje mecenas Rymer. Według niego za powyższym stanowiskiem przemawia również treść art. 24b ust. 1 u.s.g. ‒ W przypadku osoby zatrudnionej w urzędzie gminy, w której uzyskała mandat, ustawodawca wprowadził nie zakaz zatrudnienia w tym urzędzie, lecz zakaz wykonywania pracy, jednocześnie nakładając obowiązek złożenia przez taka osobę wniosku o urlop bezpłatny – tłumaczy prawnik. I dodaje, że analogicznego rozwiązania w przypadku wójta brak w obowiązujących przepisach.

 

Ważne: Zakaz łączenia funkcji wójta z zatrudnieniem w administracji rządowej obejmuje każdy rodzaj zatrudnienia, także umowy zlecenia czy umowy o dzieło.

 

Mandat posła lub senatora

Ostatni zakaz – wymieniony w art. 27 u.s.g. – dotyczy równoczesnego sprawowania funkcji wójta i wykonywania mandatu posła lub senatora. Ograniczenie to służy realizacji konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy i wynikającej z tego potrzeby wyeliminowania sytuacji, kiedy jedna osoba piastowałaby stanowiska w różnych organach, spełniających różne funkcje – zarówno w ramach władzy ustawodawczej, jak i wykonawczej (wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 11 stycznia 2000 r., sygn. akt K 7/99).

 

W przypadku osoby wybranej do pełnienia mandatu posła lub senatora, pełniącej w dniu wyborów funkcję, której nie można łączyć z żadnym ze wspomnianych mandatów (w tym m.in. wójta gminy), ustawodawca przewidział czas do namysłu i dokonania wyboru między dalszym pełnieniem dotychczasowego stanowiska a objęciem mandatu parlamentarzysty. Jest to 14 dni od dnia ogłoszenia przez Państwową Komisję Wyborczą w Dzienniku Ustaw wyników wyborów do Sejmu bądź Senatu, w którym to okresie osoba wybrana na posła lub senatora musi złożyć odpowiednio marszałkowi Sejmu lub Senatu oświadczenie o złożeniu rezygnacji z zajmowanego stanowiska lub pełnionej funkcji. Niedopełnienie tego obowiązku skutkuje wygaśnięciem mandatu posła lub senatora (art. 247 par. 3 i art. 279 par. 3 k.w.).

 

Artykuł 27 u.s.g. nie wyczerpuje wszystkich ograniczeń, które dotyczą włodarzy. Inne wynikają z przepisów odrębnych. Tu wskazać można np. art. 400j ust. 4 ustawy – Prawo ochrony środowiska. Ustanawia on zakaz łączenia funkcji członka zarządu wojewódzkiego funduszu z zatrudnieniem w administracji rządowej lub samorządowej, członkostwem w radach nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa, członkostwem w radach nadzorczych spółek z udziałem jednostek samorządu terytorialnego, a także z mandatem posła, senatora lub radnego jednostki samorządu terytorialnego (por. wyrok NSA z 27 listopada 2018 r., sygn. akt II OSK 2517/18).

 

Przykład 5

Wojewódzkie fundusze

Zarząd województwa powołał Stefana Kaszę na zastępcę prezesa zarządu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W tym przypadku nie doszło do skutecznego powołania Stefana Kaszy na to stanowisko. Akt ten narusza bowiem art. 400j ust. 4 prawa ochrony środowiska. Włodarz jest zatrudniony przez administrację samorządową na podstawie wyboru.

 

Przepisy odrębne

Długą listę obostrzeń w stosunku do włodarzy przewiduje art. 4 tzw. ustawy antykorupcyjnej, czyli ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne. [ramka 3] Dodatkowo wskazać należy, że włodarz jest pracownikiem samorządowym. Zatem w stosunku do niego obowiązuje również ograniczenie w łączeniu stanowisk przewidziane w art. 30 ust. 1 ustawy o pracownikach samorządowych. Przepis ten stanowi, że pracownik samorządowy zatrudniony na stanowisku urzędniczym, w tym kierowniczym stanowisku urzędniczym, nie może wykonywać zajęć pozostających w sprzeczności lub związanych z zajęciami, które wykonuje w ramach obowiązków służbowych, wywołujących uzasadnione podejrzenie o stronniczość lub interesowność oraz zajęć sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy (por. wyrok WSA w Krakowie z 8 lipca 2010 r., sygn. akt III SA/Kr 84/10 i wyrok WSA w Łodzi z 12 maja 2009 r., sygn. akt III SA/Łd 74/09).

 

Ramka 3

Katalog obostrzeń antykorupcyjnych

Wójt (burmistrz, prezydent miasta) w okresie pełnienia funkcji nie może:

• być członkiem zarządów, rad nadzorczych lub komisji rewizyjnych spółek prawa handlowego;

• być zatrudniony lub wykonywać inne zajęcia w spółkach prawa handlowego, które mogłyby wywołać podejrzenie o ich stronniczość lub interesowność;

• być członkiem zarządów, rad nadzorczych lub komisji rewizyjnych spółdzielni, z wyjątkiem rad nadzorczych spółdzielni mieszkaniowych;

• być członkiem zarządów fundacji prowadzących działalność gospodarczą;

• posiadać w spółkach prawa handlowego więcej niż 10 proc. akcji lub udziały przedstawiające więcej niż 10 proc. kapitału zakładowego – w każdej z tych spółek;

• prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami, a także zarządzać taką działalnością lub być przedstawicielem czy pełnomocnikiem w prowadzeniu takiej działalności; nie dotyczy to działalności wytwórczej w rolnictwie w zakresie produkcji roślinnej i zwierzęcej, w formie i zakresie gospodarstwa rodzinnego.

 

Przykład 6

Podejrzenie stronniczości

Wójt Dąbrówki Adam Kwaśny został powołany do pełnienia funkcji przewodniczącego gminnej komisji do spraw rozwiązywania problemów alkoholowych. Takie działanie narusza art. 30 ustawy o pracownikach samorządowych. Jeżeli bowiem opinia komisji warunkuje wydanie zezwolenia na sprzedaż alkoholu przez organ gminy, czyli wójta, to pełnienie przez Adama Kwaśnego funkcji przewodniczącego tej komisji może wywoływać podejrzenie o jego stronniczość i chęć wpływania na kierunek rozstrzygnięcia sprawy jeszcze przed formalnym wydaniem przez niego stosownej decyzji. Następuje zatem kumulacja funkcji pełnionych w gminie przez jedną osobę niezgodna z ww. przepisem.

 

Wymierzenie sankcji

Naruszenie przez włodarza zakazów kumulacji stanowisk i funkcji wymienionych w art. 27 u.s.g. powoduje wygaśnięcie mandatu. W zależności od tego, kiedy dochodzi do zabronionego łączenia stanowisk, procedurę przeprowadza rada gminy albo komisarz wyborczy.

 

Rada jest właściwa do wygaszenia mandatu na początku kadencji wtedy, gdy włodarz nie zrzekł się funkcji lub nie zaprzestał prowadzenia działalności gospodarczej w terminie trzech miesięcy od dnia złożenia ślubowania. Fakt wygaśnięcia mandatu rada stwierdza w drodze uchwały w terminie miesiąca od upływu tego terminu.

 

Gdy do naruszenia art. 27 u.s.g. doszło w trakcie kadencji, to wójta pozbawia funkcji komisarz wyborczy. Stwierdza to w drodze postanowienia w terminie 14 dni od dnia wystąpienia przyczyny wygaśnięcia mandatu. Postanowienie komisarza ogłasza się w wojewódzkim dzienniku urzędowym oraz podaje się do publicznej wiadomości w Biuletynie Informacji Publicznej.

 

Od postanowienia komisarza i uchwały rady włodarzowi przysługuje skarga do sądu administracyjnego.

 

Sankcją dla członków zarządu powiatu/województwa (czyli np. starosty czy marszałka województwa), którzy łamią ustawowe zakazy łączenia stanowisk, jest utrata członkostwa w zarządzie. Sankcja ta wynika z przepisów ustaw ustrojowych.

 

Podstawa prawna

art. 27 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 713; ost.zm. Dz.U. z 2020 r. poz. 1378)

art. 26 ust. 3 ustawy z 5 czerwca 1998 r. o samorządzie powiatowym (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 920)

art. 31 ust. 3 ustawy z 5 czerwca 1998 r. o samorządzie województwa (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1668; ost.zm. Dz.U. z 2020 r. poz. 1378)

art. 492 ustawy z 5 stycznia 2011 r. ‒ Kodeks wyborczy (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1319)

art. 22 par. 1, art. 174 par. 1 ustawy z 26 czerwca 1974 r. ‒ Kodeks pracy (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1320; ost.zm. Dz.U. z 2018 r. poz. 2432)

art. 400j ust. 4 ustawy z 27 kwietnia 2001 r. ‒ Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1219; ost.zm. Dz.U. z 2020 r. poz. 2127)

art. 4 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2399)

art. 30 ust. 1 ustawy z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1282)

 

 

Zabójcze prawo holdingowe Projektodawcy całkowicie zignorowali linię orzeczniczą

 Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Autor: Katarzyna Zarzycka, Michał Romanowski

Kodeks spółek handlowych pisać każdy może. W legislacji zasada primum non nocere się nie przyjęła.

Komisja Nadzoru Właścicielskiego przy Ministerstwie Aktywów Państwowych (MAP) przedstawiła 8 grudnia 2020 r. aktualizowany projekt zmian w kodeksie spółek handlowych w obszarze m.in. prawa holdingowego. Legislacja to sztuka, której opanowanie wymaga lat pracy i doświadczenia. W przypadku tworzenia kodeksu konieczna jest wiedza systemowa. Kodeks zawiera siatkę pojęć i instytucji opartą na fundamentalnych dla całego systemu zasadach. Każda zmiana może mieć na ten system wpływ, a koszty zmian wprowadzonych bez wyobraźni i wiedzy o systemie ponoszą uczestnicy obrotu.

 

Każda zmiana kodeksu to operacja na żywym organizmie. W medycynie lekarz rodzinny nie podejmuje się skomplikowanej operacji na sercu. Obecnie w legislacji ten mechanizm nie działa. Primum non nocere się nie przyjęło. Obowiązuje zasada „sprawdźmy się w legislacji – najwyżej się nie uda...”. Przygotowanie merytoryczne do tworzenia prawa stało się dyskwalifikujące. Można odnieść wrażenie, że dla licznych osób biorących udział w pracach nad projektem był to więcej niż nieudany debiut. Merytoryczną odpowiedzialność ponosi Komisja Nadzoru Właścicielskiego i MAP. Wiceszef MAP twierdzi, że projekt wywoła rewolucję w k.s.h. Projekt niewątpliwie jest rewolucyjny, ale skutki rewolucji będą fatalne.

 

Spółka nie ma przekonań

Projektodawcy całkowicie zignorowali kształtującą się od 10 lat linię orzeczniczą polskich sądów, która doskonale radzi sobie z pojęciem interesu grupy spółek w relacji do koncepcji interesu spółki wchodzącej w skład grupy z uwzględnieniem ochrony wspólników mniejszościowych i wierzycieli. Jest to zaskakujące, ponieważ sądy mają się czym pochwalić. Wspomnieć należy otwierające polskie sądy na grupy kapitałowe orzeczenie Sądu Najwyższego z 5 lis topada 2009 r. (sygn. akt I CSK 158/09), w którym SN trafnie uznaje, że „[…] interes spółki […] należy postrzegać jako wypadkową (wypośrodkowaną funkcję) interesów wszystkich grup jej wspólników ([…] większościowych jak i mniejszościowych), określoną z uwzględnieniem zastrzeżonego w […] statucie spółki wspólnego celu, do osiągniecia którego wspólnicy zobowiązali się dążyć […] nie może istnieć odrębny, samodzielny, wysublimowany interes spółki jako osoby prawnej, całkowicie abstrahujący swoją treścią od wypadkowej interesu wszystkich wspólników […] Pojęcie «interes spółki» jest więc ustawową, ogólną formułą, której wypełnienie treścią wymaga uwzględnienia kompromisowo rozumianej funkcji przekonań, dążeń i zachowań”. Projektodawcy najwyraźniej nie znają albo nie rozumieją tego orzeczenia. Spółka nie jest wspólnikiem jej wspólników.

 

Zdezintegrowana grupa kapitałowa

Fundamentalną wadą projektu jest przeciwstawienie interesu grupy spółek interesowi każdego z członków grupy. Biorąc pod uwagę, że grupy spółek są tworzone zazwyczaj w drodze powiązań kapitałowych, projekt zestawia w opozycji interes spółki jako abstrakcyjnego tworu prawnego (fikcyjnej osoby) z interesem tych, którzy zakładają spółkę dla realizacji prywatnych celów (udziałowców). W konsekwencji projektodawcy nie dostrzegają, że spółka matka nie jest zainteresowana działaniem na szkodę spółek córek, bo działałaby tym samym na swoją własną szkodę. Ktokolwiek miał do czynienia z realną spółką i jej wspólnikami, szybko zrozumie, że nie da się i nie wolno odseparować spółki jako osoby prawnej od wspólnika. Jest to szkodliwe dla spółki, dla wspólnika, dla wierzycieli spółki i innych grup interesariuszy, w tym społeczności lokalnych.

 

Mamy rozbudowaną linię orzeczniczą sięgającą ok. 100 orzeczeń, która poszła kierunkiem wytyczonym przez SN, a wcześniej przez reprezentatywnych przedstawicieli doktryny. Projektodawcy pomijają to całkowicie w uzasadnieniu, co jest rażącym błędem. Projekt podważa całkowicie skutki biznesowej integralności grupy jako jednego organizmu gospodarczego. Oznacza to istotne zwiększenie ryzyka działania grup kapitałowych w Polsce i radykalne zmniejszenie ich konkurencyjności w stosunku do zagranicznych grup kapitałowych. Stanowi on także cios w grupy kapitałowe Skarbu Państwa oraz ideę zintegrowanego corporate governance i compliance w takich grupach.

 

Spółka zależna nie może być niezależna

Projekt kreuje wysokie ryzyko regulacyjne w obszarze odpowiedzialności cywilnej i karnej członków organów spółek z grupy. Ryzyko to polega na związaniu „rąk” członków zarządu i rady nadzorczej spółki zależnej przez obciążenie ich osobistym ryzykiem odpowiedzialności cywilnej i karnej za wdrażanie decyzji w świetle interesu spółki matki lub całej grupy. Projekt wymusza władcze recenzowanie przez członków organów spółki córki strategii i misji grupy kapitałowej ustalanej na poziomie spółki matki. Dekretuje on w praktyce nadrzędność interesu spółki córki nad interesem grupy, w tym spółki matki. Jest to sprzeczne z ideą zależności spółki. Jeżeli zarząd spółki zależnej oceni, że strategia grupy jest wbrew interesowi spółki zależnej lub będzie miał w tym zakresie wątpliwości, to projekt de facto nakazuje mu odrzucić realizację strategii grupy pod rygorem osobistej odpowiedzialności cywilnej i karnej.

 

Sformułowanie w projekcie, że zarząd spółki zależnej może kierować się interesem grupy, jest pozbawione jakiegokolwiek znaczenia normatywnego. W prawie grup kapitałowych chodzi o wpisanie interesu grupy jako treści interesu spółki zależnej. Jednak projekt ustawia spółkę i jej wspólników w opozycji – spółka to „ona”, a wspólnicy to „oni”.

 

Wiążące polecenia jednak niewiążące?

Za jedną z kluczowych instytucji prawa holdingowego MAP uważa wprowadzenie możliwości wydawania spółce zależnej wiążących poleceń przez spółkę dominującą. Wykonanie wiążącego polecenia wymaga uprzedniej uchwały zarządu spółki zależnej, ale może on odmówić wykonania wiążącego polecenia, „jeżeli istnieje uzasadniona obawa, że jest ono sprzeczne z interesem tej spółki i wyrządzi jej szkodę, która nie będzie naprawiona przez spółkę dominującą lub inną spółkę zależną należącą do grupy spółek (…)”. Konieczność dokonania przez zarząd spółki zależnej oceny zgodności wiążącego polecenia wydanego przez spółkę dominującą z interesem spółki zależnej powoduje, że na członków organów spółek zależnych nałożony zostaje obowiązek recenzowania decyzji spółki matki – pod rygorem odpowiedzialności cywilnej i karnej. Prowadzi to do obowiązku recenzowania strategii i misji grupy. Członkowie organów spółek zależnych nie mają do tego ani odpowiednich narzędzi, ani kompetencji.

 

Wysokie ryzyko odpowiedzialności członków zarządu spółki zależnej za wykonywanie wiążących poleceń spółki dominującej ukierunkowanych na realizację interesu grupy wywoła efekt paraliżujący. Skoro członkowie zarządu spółki zależnej nie mają instrumentów dla dokonywania takiej oceny, to wszelkie wątpliwości powinni rozstrzygać na rzecz ochrony interesu spółki zależnej, jeżeli chcą uniknąć ryzyka odpowiedzialności. W praktyce zarząd spółki zależnej będzie zmuszony do odmowy realizacji polecenia. Swoiste prawo weta pozwoli blokować realizację strategii grupy. Oznacza to dezintegrację zarządzania nią, co w efekcie podważy funkcjonowanie grupy jako całości i sprawczą rolę spółki dominującej.

 

Kultura biznesu zakłada zaufanie

W nowej wersji projektu zrezygnowano z obowiązku dochowania formy pisemnej, dokumentowej lub elektronicznej przy podejmowaniu uchwały o odmowie wykonania wiążącego polecenia. Konkretna forma nie jest także wymagana przy podejmowaniu uchwały o wykonaniu polecenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że każdy członek zarządu będzie gromadził kwity, by zredukować ryzyko poniesienia odpowiedzialności karnej. Ponadto wydanie wiążącego polecenia będzie wymagało dochowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. W efekcie projekt formalizuje relacje w grupie, promując tym samym głęboki brak zaufania wewnątrz spółki.

 

Stworzony zostanie system, w którym menedżerowie spółki zależnej będą „obudowywać” się papierami świadczącymi o czystości ich intencji oraz będą zbierać haki na menedżerów spółek dominujących. I na odwrót. Zarządy spółek na wszystko będą musiały mieć kwit. Będzie to zabójcze dla współpracy w grupie kapitałowej nie tylko z uwagi na panującą w grupie atmosferę strachu i podejrzliwości. Sformalizowanie procesu utrudni bieżące funkcjonowanie grupy i realizowanie jej strategii. Konieczność podejmowania uchwał sprawia, że bieżące prowadzenie spraw spółki zależnej przez zarząd stanie się kolegialne. Stoi to w sprzeczności z prawem członka zarządu do prowadzenia spraw spółki nieprzekraczających zakresu zwykłego zarządu bez uprzedniej uchwały oraz efektywnością zarządzania. Wiążące polecenie spółki dominującej nie musi bowiem wykraczać poza ten zakres.

 

Zgoda buduje, niezgoda rujnuje

Dokonywanie oceny decyzji spółki dominującej i jej ewentualne podważenie przez spółkę zależną przyczyni się do wywołania konfliktu między członkami zarządu spółki dominującej i spółek zależnych. Projekt kreuje konflikty personalne oraz prawne między członkami grupy, sprzyjając powstawaniu wewnątrz grupy samodzielnych księstw. Jeżeli taki jest cel projektodawców np. w odniesieniu do spółek Skarbu Państwa, to rzeczywiście zostanie on zrealizowany.

 

Skala konfliktów, które powstaną, i sprzeczności z istniejącymi przepisami oraz orzecznictwem jest wręcz oczywista dla każdego, kto „czuje” spółkę jako narzędzie w rękach człowieka. Projektodawcy najwyraźniej czują wyłącznie potrzebę uchwalenia prawa holdingowego bez względu na skutki jego rozwiązań. Projekt doprowadzi także do paraliżu funkcjonowania jedynego konglomeratu finansowego w Polsce, którego „głową” jest PZU SA z udziałem wiodących polskich instytucji finansowych. Dotyczy to jednak również np. grupy PKO BP.

 

Nie da się i nie wolno odseparować spółki jako osoby prawnej od wspólnika.

 

 

Doręczenie wypowiedzenia za pośrednictwem poczty, firmy kurierskiej lub wiadomości e-mail

 Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Autor: dr Katarzyna Kalata

Obecnie większość pracowników pracuje zdalnie, wobec tego może się pojawić problem ze skutecznym doręczeniem wypowiedzenia umowy o pracę.

Niewątpliwie najpewniejszym sposobem doręczenia wypowiedzenia jest wręczenie go osobiście, jednak nie zawsze jest to możliwe. Poza taką formą, możliwe jest również doręczenie wypowiedzenia za pośrednictwem poczty, firmy kurierskiej albo przesłanie wypowiedzenia wiadomością e-mail.

 

Pierwszym możliwym sposobem wręczenia wypowiedzenia umowy o pracę jest wysłanie listu za pośrednictwem poczty za potwierdzeniem odbioru. Jeśli pracownik odbierze list, pracodawca będzie miał pewność, że pracownik odebrał wypowiedzenie w konkretnym dniu i od tego też dnia zacznie biec okres jego wypowiedzenia.

 

W kodeksie pracy nie uregulowano kwestii składania oświadczenia woli i jego skuteczności, dlatego też zgodnie z art. 300 kodeksu pracy, zastosowanie będą miały przepisy kodeksu cywilnego, a dokładnie art. 61 § 1 kc. Wynika z niego, że wypowiedzenie jest skuteczne, gdy pracownik mógł zapoznać się z jego treścią, a więc gdy doręczono mu treść wypowiedzenia oraz oświadczenia woli pracodawcy. W aktualnym stanie prawym przesyłkę pocztową uznaje się za doręczoną tylko wtedy, gdy pracownik ją odbierze (art. 98 ust. 1 ustawy z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2). Nieodebranie z poczty pisma, nawet po drugiej awizacji - wywoła skutek najwcześniej dopiero po 14 dniach od odwołania stanu epidemii.

 

Zatem nieodebranie przez pracownika listu z poczty w trakcie pandemii nie skutkuje jego doręczeniem. W takim przypadku wypowiedzenie będzie traktowane jako niedoręczone, a umowa nie zostanie rozwiązana. Przed zmianą przyjmowano, że po podwójnej awizacji następuje domniemanie jego doręczenia, chyba że adresat wykazał, iż nie miał możliwości zapoznania się z treścią oświadczenia w tym okresie. Aktualnie przepisy nie wprowadzają żadnego rozróżnienia co do braku przyczyn odbioru pisma, a więc obejmuje także przypadki, gdy pismo nie zostało odebrane celowo, mimo istnienia możliwości jego odbioru. Zatem wysyłając pismo pocztą, pracodawca nie ma pewności, czy będzie ono skutecznie doręczone oraz z jaką datą. W takiej sytuacji może nie być możliwości wręczenia pracownikowi jakiegokolwiek rozwiązania umowy w tym również bez wypowiedzenia, ponieważ rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika nie może nastąpić po upływie miesiąca od uzyskania przez pracodawcę wiadomości o okoliczności uzasadniającej rozwiązanie umowy.

 

Zatem najbezpieczniejszym sposobem wręczenia wypowiedzenia umowy o pracę pracownikowi w okresie pandemii, jest doręczenie dokumentu opatrzonego kwalifikowanym podpisem elektronicznym, który jest równoważnym dokumentom opatrzonym podpisami własnoręcznymi (art. 78 § 1 k.c.).

 

Oświadczenie woli wysłane wiadomością e-mail bez certyfikowanego podpisu, nie stanowi natomiast formy pisemnej, która jest wymagana przy rozwiązywaniu stosunku pracy. Takie elektroniczne doręczenie wypowiedzenia jest ważne i wywołuje skutki prawne, ale jest wadliwe i możliwe do zakwestionowania przed sądem pracy. Pracodawcy muszą pamiętać, że w przypadku gdyby doszło do udowodnienia wadliwości oświadczenia, pracownik może wystąpić z roszczeniem żądania przywrócenia do pracy lub odszkodowania.

 

W związku z problemami z odbiorem przesyłki przez pracownika warto w okresie pandemii zmieni formę doręczenia wypowiedzenia na doręczanie osobistą nawet w domu pracownika lub wysłane drogą emaliową z bezpiecznym podpisem kwalifikowanym.

 

dr Katarzyna Kalata – HR LEX Sp. z o.o.

 

 

W życie wszedł kolejny rządowy pakiet osłonowy dla firm

 Źródło: Dziennik Gazeta Prawna/PAP

W poniedziałek weszły w życie przepisy, które pozwalają na nowe formy wsparcia dla firm poszkodowanych przez pandemię. Chodzi o m.in. do 5 tys. zł dotacji na pokrycie bieżących kosztów działalności, zwolnienie z opłacania składek na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne.

Wsparcie jest skierowane m.in. do hoteli, restauracji, obiektów kulturalnych, pilotów wycieczek i przewodników turystycznych, sprzedawców detalicznych żywności na straganach i targowiskach.

 

Zgodnie z rozporządzaniem Rady Ministrów z 19 stycznia 2021 r. w sprawie wsparcia uczestników obrotu gospodarczego poszkodowanych wskutek pandemii COVID-19 rząd udziela dalszego wsparcia przedsiębiorcom, którzy są dotknięci ograniczeniami związanymi z pandemią COVID-19. To kolejny pakiet osłonowy dla firm działających w najbardziej poszkodowanych branżach, który ma zapobiec utracie płynności finansowej w ramach prowadzonej działalności gospodarczej.

 

Rząd przewidział cztery formy wsparcia przedsiębiorców. Pierwsza to wypłata świadczenia ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na dofinansowanie wynagrodzenia pracowników. Będzie dotyczyć sytuacji, gdy przychód z działalności – w rozumieniu przepisów podatkowych – uzyskany w jednym z trzech miesięcy poprzedzających miesiąc złożenia wniosku był niższy – w wyniku COVID-19 – o co najmniej 40 proc. w stosunku do przychodu uzyskanego w odpowiednim okresie porównawczym. Dofinansowanie będzie udzielane na podstawie umowy o świadczeniach ukierunkowanych na ochronę miejsc pracy i będzie przysługiwało przez trzy miesiące kalendarzowe, przypadające od miesiąca złożenia wniosku. Nabór wniosków na to świadczenie potrwa do 31 marca 2021. Koszt tego rozwiązania oszacowano na 776,7 mln zł.

 

Kolejne wsparcie to wypłata ponownego świadczenia postojowego, które będzie udzielane w przypadku spadku przychodów z działalności uzyskanych w jednym z dwóch miesięcy poprzedzających miesiąc złożenia wniosku również o co najmniej 40 proc. wobec okresu porównawczego. Świadczenie ma pochodzić z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19. Maksymalna łączna kwota wsparcia w ramach tego instrumentu wynosi 963,68 mln. zł.

 

Trzecia forma wsparcia to dotacja na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Jak informowało w komunikacie Centrum Informacyjne Rządu, może ona wynieść do 5 tys. zł. Starosta może, na podstawie umowy, udzielić jednorazowej dotacji ze środków Funduszu Pracy. Dotacja jest przeznaczona dla mikroprzedsiębiorców i małych firm, których przychód z działalności uzyskany w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku w wyniku pandemii jest o co najmniej 40 proc. mniejszy niż w odpowiednim okresie porównawczym. Maksymalna łączna kwota wsparcia w ramach tego instrumentu wynosi 1 439,43 mln. zł

 

Czwarta forma wsparcia to zwolnienie z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych. Zwolnienie ma dotyczyć okresu od 1 stycznia 2021 r. do 31 stycznia br. albo za okres od 1 grudnia 2020 r. do 31 stycznia 2021 r., wykazanych w deklaracjach rozliczeniowych złożonych za te okresy. Warunkiem będzie zgłoszenie przedsiębiorcy, jako płatnika składek przed 1 listopada 2020 r., a przychód z działalności takiego przedsiębiorcy uzyskany w jednym z dwóch miesięcy poprzedzających miesiąc złożenia wniosku musi być niższy o co najmniej 40 proc. w stosunku do przychodów uzyskiwanych przez firmę w odpowiednim okresie porównawczym przed pandemią. Maksymalna łączna kwota wsparcia w ramach tego instrumentu wynosi 1 990,21mln. zł.

 

Rząd przeznaczył na pomoc dla firm 5,1 mld zł.

 

 

Gmina kontra dziennikarz: Władza ma mieć „grubą skórę”, prasa - kontrolę

Źródło: Prawo.pl

Autor: Katarzyna Kubicka-Żach

Gmina, jeśli uzna, że w materiałach prasowych podano nieprawdę, może się bronić. Ma trzy sposoby, począwszy od sprostowania. Oskarżanie o zniesławienie powinno być wyjątkowe, bo może wywołać „efekt mrożący u dziennikarza”, a prasa ma kontrolować władzę. Ważna jest też jawność procesu. ETPC uważa jednak, że większy jest zakres dopuszczalnej krytyki gmin i aparatu państwowego.

Czy gmina może się „obrazić” na dziennikarza? Jeśli jej władze uznają, że podając informacje nieprawdziwe, nieścisłe, naruszył dobre imię gminy, to kolejność powinna być taka - najpierw sprostowanie, potem dopiero sąd – radzą gminom eksperci.

 

Informowaliśmy, że odbyła się pierwsza rozprawa z prywatnego aktu oskarżenia gminy Rędziny przeciwko lokalnemu dziennikarzowi o zniesławienie. Samorząd oskarża go o publikowane artykułów nieprawdziwych, co przyczyniło się do utraty zaufania do gminy.

 

Jak podkreśla dr Natalia Mrukowska, współpracownik Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, autorka monografii „Wizerunek gminy i jego ochrona”, w orzecznictwie przeważa pogląd, zgodnie z którym także osoba prawna – a więc także gmina - ma prawo do swojego wizerunku, pojmowanego najczęściej jako jej dobre imię lub jako oznaczenia ją indywidualizujące.

 

- Renoma gminy wpływa w głównym stopniu na jej wizerunek, który jeśli jest pozytywny, przyciąga nie tylko mieszkańców i turystów, ale także coraz większą liczbę przedsiębiorców, co wzbogaca gminę i buduje jej pozycję - mówi. Jak dodaje, istnieją dwa sposoby naruszenia dobrego imienia osoby prawnej. Pierwszy z nich to rozpowszechnianie informacji o ocenach albo rozpowszechnianie informacji o faktach. Drugi sposób to połączenie wyżej wskazanych sposobów, czyli gdy rozpowszechniana informacja jest połączona z oceną.

 

Prawo prasowe najpierw

Bartosz Wilk z Zakładu Nauki Administracji na Wydziale Prawa i Administracji UW, ekspert prawny Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, wyróżnia trzy zasadnicze ścieżki przeciwdziałania przez gminę nieprawdziwym informacjom. Po pierwsze, gmina może skorzystać z instytucji sprostowania, którą reguluje Prawo prasowe. - Sprostowanie powinno odnosić się do faktów i powinno dotyczyć informacji nieścisłych lub nieprawdziwych, które znalazły się w materiale prasowym. Jeśli faktycznie są podane informacje nieprawdziwe, gmina może żądać sprostowania, a w razie braku publikacji, domagać się tego na drodze sądowej - wyjaśnia.

 

Podobnego zdania jest dr Dariusz Krawczyk, biegły sądowy z zakresu komunikacji społecznej i zarządzania, który podkreśla, że dla transparentności życia publicznego dobrze jest, gdy nieporozumienia na styku władzy publicznej ze środkami masowego przekazu wyjaśnia się w oparciu o procedury opisane w Prawie prasowym. - Być może zamiast wyroku sądu karnego na początek wystarczyłaby publikacja sprostowania wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej? – dodaje.

 

Drugim z instrumentów jest sądowa ochrona dóbr osobistych gminy. Przedmiotem ochrony może być nie tylko informacja nieprawdziwa, podana przez dziennikarza, ale także informacja w inny, nieuzasadniony sposób, naruszająca m.in. dobre imię gminy. Dziennikarze w tej mierze mogą korzystać z ochrony, gdy działają w interesie publicznym.

 

W końcu, trzecią drogą jest kierowanie prywatnych aktów oskarżenia o zniesławienie wobec dziennikarzy, ale...

 

Prywatne akty przeciwko dziennikarzom są krytykowane

Zdaniem Bartosza Wilka takie działanie jest przedmiotem szerokiej i uzasadnionej krytyki. Potencjalna możliwość ukarania karą pozbawienia wolności za słowo jest też niezgodna ze standardami ochrony praw człowieka. W jego opinii szczególną uwagę należy zwrócić na korzystanie z oskarżania o zniesławienie i pozywania za naruszenie dóbr osobistych. Władze gminy powinny z tych instrumentów korzystać absolutnie wyjątkowo, bo utrudniają wypełnianie przez media ich funkcji kontrolnej, czy radnym - wykonywanie ich mandatu przedstawicielskiego.

 

- Jakkolwiek krytyka może być bolesna dla lokalnych włodarzy, należy pamiętać, że powinni mieć oni „grubszą skórę” z uwagi na pełnioną funkcję, czyli powinni niejako wliczać w koszty nie zawsze trafne i proporcjonalne krytyczne komentarze – podkreśla.

 

Dziennikarz czy gmina - kto powinien być chroniony?

Radca prawny Agata Bzdyń, specjalistka praw człowieka, pracująca przez kilka lat w Europejskim Trybunale Praw Człowieka podkreśla, że gmina nie może być skarżącym do ETPC w sprawach o naruszenie jej dóbr osobistych. - Dla Trybunału gmina to element szeroko ujmowanego aparatu państwowego, a państwo nie może skarżyć „samego siebie” – mówi. W Trybunale sprawy są rozpatrywane ze skargi przeciwko państwom-stronom Rady Europy.

 

Problem jej zdaniem polega na tym, czy gmina może być oskarżycielem prywatnym, który czuje się znieważony i czy może z wnioskami prywatnymi występować na gruncie prawa krajowego. Zdaniem mec. Agaty Bzdyń Trybunał w takich sprawach częściej daje do zrozumienia, że to dziennikarze powinni być bardziej chronieni.

 

- Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, gdy dziennikarz dopuszcza się publikacji czy rozpowszechniania wyzwisk, ale to obywatele czy prasa, która ma za zadanie kontrolę i patrzenie władzy na ręce, może sobie pozwolić na więcej – mówi. Jak dodaje, często w prasie lokalnej gminy są krytykowane w sprawach związanych z ich budżetem i działalnością, ale jeżeli materiały dziennikarskie nie zawierają elementów zniesławiających, słów niecenzuralnych, to gmina „nie ma za co się obrażać”. – Będzie to raczej uznane za ETPC za element większej debaty, do której prasa jest uprawniona – podkreśla.

 

Jawność w sprawach publicznych zawsze wskazana

W sprawie gminy Rędziny samorząd wystąpił o wyłączenie jawności, na co zgodził się sąd. – Jawność w tej sprawie nie powinna być wyłączona, dziwi też, że sędzia na to przystał – mówi Dominika Bychawska-Siniarska, członek zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

 

Ryszard Pajura, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych podkreśla, że dziennikarze są zawsze za jawnością, dotyczy to również postępowań sądowych. - To rzadkie sytuacje, gdy jawność jest wyłączana, zdecydowanie uważamy, że takie postępowania powinny się odbywać generalnie w trybie jawnym – mówi.

 

Jak dodaje, do tej pory rozstrzygnięcia sądów w procesach samorządów przeciwko dziennikarzom były różne, w zależności od konkretnej sytuacji. Przyznał jednak, że w sądach w miejscowościach, gdzie nie ma dużych ośrodków prasowych, i procesów z udziałem dziennikarzy jest mało, widać efekty małego doświadczenia w takich sprawach.

 

- Kwestie związane z wolnością prasy, wolnością wypowiedzi nie mają praktycznie żadnego znaczenia, bardziej możemy liczyć na zrozumienie w trybach odwoławczych - w sądach apelacyjnych, okręgowych, w rejonowych różnie to bywa, ale z reguły ciężko się nam przebić z argumentacją prawną – mówi.

 

Jak podkreśla Bartosz Wilk, niezależnie od motywów, kierujących przy wyborze drogi karnej, oskarżanie o zniesławienie w większym stopniu może wywołać tzw. efekt mrożący u dziennikarza. - Z obawy przed kolejnym oskarżeniem (niezależnie, czy trafnym) może on odstąpić od poruszania tematów kontrowersyjnych. Wówczas mieszkańcy są pozbawiani informacji, zwłaszcza krytycznie oceniających rzeczywistość. To bardzo negatywne dla lokalnej demokracji – mówi.

 

Profesjonalizm dziennikarza lub jego brak

Zdaniem dr. Dariusza Krawczyka istotą problemu jest profesjonalizm dziennikarza lub jego brak. - Wymieniona w Prawie prasowym staranność dziennikarska musi być zachowana zarówno przy zbieraniu, jak też – co ważne – wykorzystaniu materiałów prasowych. Warto mieć przy tym świadomość, że wolność prasy nie jest wolnością absolutną, gdyż nie może prowadzić do ograniczenia innych wartości jak np. ochrona czci i dobrego imienia - zaznacza. I dodaje, że potwierdza to orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wyznaczające próg graniczny dla ochrony swobody wypowiedzi, którym jest „rzetelność dziennikarska, zachowanie wymogów dobrej sztuki i etyki zawodowej”.

 

I przypomina, że na pytanie: ,,czy postawienie nieprawdziwego zarzutu w publikacji prasowej może być uznane za bezprawne naruszenie dóbr osobistych, jeżeli dziennikarz zachował szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych” padła już odpowiedź Sądu Najwyższego. Zgodnie z nią „wykazanie przez dziennikarza, że przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz wypełnił obowiązek zachowania szczególnej staranności i rzetelności, uchyla bezprawność działania dziennikarza”. - Oczywiście przy zastrzeżeniu, że jeśli stawiany zarzut okaże się potem nieprawdziwy, to dziennikarz musi go odwołać, gdyż należy „przyznać fakt nieprawdziwości zarzutu, chociaż postawiono go spełniwszy wszystkie konieczne warunki” – podkreśla.

 

Skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka

Zdaniem mec. Agaty Bzdyń, jeśli dziennikarz zostanie skazany i sądy w Polsce uznają, że jest winny zniesławienia, to będzie miał możliwość złożenia skargi do ETPC. Jak dodaje, przeciwko Polce było sporo takich spraw, w których Trybunał chronił dziennikarzy. Najczęściej dziennikarze lokalni są pozywani w trybach wyborczych, że np. przekroczyli uprawnienia w zakresie prawa wyborczego.

 

- Jeśli prasa odnosi się do meritum sprawy, nie atakuje personalnie, bazuje na stenogramach czy innych dokumentach, to raczej będzie to chronione – zaznacza Agata Bzdyń.

 

 

Służby w administracji - sposób na wyższą emeryturę

Źródło: Prawo.pl

Autor: Grażyna J. Leśniak

Funkcjonariusze służb pracują w administracji publicznej na kierowniczych, często eksponowanych stanowiskach. Są tam oddelegowanymi funkcjonariuszami służb mundurowych lub emerytami mundurowymi. Dzięki temu mogą sobie podwyższyć emeryturę albo pobierać i emeryturę, i wynagrodzenie. Zdaniem ekspertów, to korzystanie z systemu i zabieranie miejsc pracy urzędnikom. Bez konkursów i oficjalnych naborów.

Z sygnałów, jakie docierają do redakcji Prawo.pl wynika, że oddelegowywanie do pracy w administracji publicznej funkcjonariuszy służb mundurowych to stała już od kilku lat praktyka. – Stanowisko w administracji publicznej, zwłaszcza eksponowane i związany z tym prestiż oraz apanaże, kontakty i znajomości, zdobywane doświadczenie oraz wyższe wynagrodzenie niż to otrzymywane w służbach, to swego rodzaju nagroda za lojalność – mówi nam zorientowany w sprawie były funkcjonariusz służb. Były wojskowy z kolei dodaje: - Formalnie taki funkcjonariusz jest zwolniony ze służby, ale nadal pozostaje na tzw. etacie niejawnym. W ten sposób ze służby bierze uposażenie, a wynagrodzenie z urzędu, do którego został oddelegowany. Do tego dochodzi doświadczenie, które może wpisać sobie w CV, a które potem będzie mógł wykorzystać już w „cywilu”, po przejściu na mundurową emeryturę.

 

Skarbówka bez ścieżki kariery za to z funkcjonariuszami w kierownictwie

- Mechanizm postępowania jest taki sam od lat: albo ludzie ze służb przychodzą do pracy w administracji skarbowej, obecnie – Krajowej Administracji Skarbowej – w ramach oddelegowania, pracując na swoją wyższą, przyszłą emeryturę, ponieważ wynagrodzenie w administracji publicznej jest wyższe niż w służbach, albo zatrudniają się w skarbówce zaraz po otrzymaniu emerytury mundurowej. W efekcie ci ostatni otrzymują jednocześnie emeryturę i wynagrodzenie w administracji. W urzędach celno-skarbowych mamy już paru policjantów na stanowiskach naczelników – mówi serwisowi Prawo.pl Tomasz Ludwiński, przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Administracji Skarbowej NSZZ „Solidarność”. I dodaje: - To nie jest uczciwe wobec pracowników i funkcjonariuszy administracji skarbowej i celno-skarbowej, bo naborów nie ma, a jednocześnie przyjmuje się pracowników spoza administracji skarbowej i to niekoniecznie posiadających doświadczenie w zakresie spraw podatkowych. Do dziś Szef KAS nie określił ścieżki kariery zawodowej w administracji skarbowej – co powinno być już dawno zrobione - i zamiast awansować pracowników z wiedzą i doświadczeniem, przyjmuje się osoby z zewnątrz. Może to jest właśnie przyczyna braku ścieżki zawodowej w KAS, bo ta mogłaby ukrócić te przyjęcia zewnętrzne od razu na stanowiska kierownicze.

 

- Gdyby to jeszcze było zatrudnianie w otwartych konkursach, ale to odbywa się na zasadzie układów i różnych znajomości, a to już nie jest w porządku – zauważa  jeden z emerytowanych funkcjonariuszy Policji.

 

- To, że funkcjonariusze służb korzystają z systemu i przechodzą na emeryturę po 15 latach służby, a potem idą jeszcze do pracy w administracji publicznej, to jest nic innego jak korzystanie z przysługujących im praw. Takie jest obowiązujące prawo. To, że system emerytalny jest niekonsekwentny i państwo pozwala na odejście ze służby funkcjonariuszom w tak młodym wieku, nie chcąc jeszcze wykorzystać ich wiedzy i doświadczenia, to inna rzecz – mówi Waldemar Urbanowicz, adwokat z kancelarii adwokacko-radcowskiej Gujski Zdebiak. I dodaje: – Można obserwować pojedyncze przypadki, czy nie dochodzi do nadużyć i czy osoby zajmujące kierownicze stanowisk w administracji publicznej mają potrzebne do pełnienia danych funkcji wiedzę i kompetencje, ale system na to pozwala.

 

Z urzędu na emeryturę albo emerytowany funkcjonariusz - urzędnikiem

Zapytaliśmy Ministerstwo Finansów o to, ilu funkcjonariuszy oddelegowanych z CBŚ, Policji, ABW, CBA pracuje w MF i ilu z nich zajmuje stanowiska kierownicze oraz ilu funkcjonariuszy pracuje w KAS na stanowiskach naczelników urzędów skarbowych i urzędów celno-skarbowych oraz dyrektorów IAS i wicedyrektorów IAS. Chcieliśmy też wiedzieć, ilu emerytowanych funkcjonariuszy pracuje w Ministerstwie Finansów, a ile w KAS i ilu z nich pełni wysokie funkcje kierownicze w KAS i pobiera jednocześnie emeryturę, ale na to pytanie ministerstwo odmówiło udzielenia odpowiedzi twierdząc, że „żądane informacje nie stanowią informacji publicznej, pozostają bez związku z wykonywaniem zadań publicznych”.

 

Okazało się natomiast, że w Ministerstwie Finansów pracuje 12 oddelegowanych funkcjonariuszy z Policji, ABW, CBA. – Stanowiska kierownicze zajmuje łącznie trzech funkcjonariuszy, w tym dwóch zajmuje stanowiska dyrektora oraz jedna osoba zajmuje stanowisko zastępcy dyrektora – poinformowało nas MF. Według ministerstwa, w komórkach organizacyjnych Ministerstwa Finansów będących jednostkami organizacyjnymi Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) pracuje siedmiu funkcjonariuszy oddelegowanych z Policji, ABW, CBA, w tym na stanowisku kierowniczym (dyrektora, zastępcy dyrektora departamentu/biura) jedna osoba (dyrektor).

 

Funkcjonariusze delegowani są nie tylko do MF. - W chwili obecnej służbę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji pełni 29 funkcjonariuszy Policji (w tym 1 funkcjonariusz CBŚP). Żaden nie zajmuje funkcji kierowniczych – zapewniło nas natomiast Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. W sprawie funkcjonariuszy ABW i CBA poleciło skontaktować się ze Stanisławem Żarynem, rzecznikiem prasowym Ministra Koordynatora Służb Specjalnych. 8 grudnia 2020 r. wysłaliśmy do niego pytania. W miniony piątek, po monicie, Departament Bezpieczeństwa Narodowego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przekazał serwisowi Prawo.pl, że kwestia delegowania funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego do wykonywania zadań poza CBA reguluje art. 60 ust. 2 ustawy o CBA. Adekwatnie w przypadku funkcjonariuszy ABW stosowne regulacje są zapisane w ustawie o ABW i AW (art. 56 ust. 2). - Zarówno Szef CBA, jak i Szef ABW są zobowiązani ustawą do ochrony informacji o formach i metodach pracy. Ochronie podlegają również dane funkcjonariuszy służb specjalnych. W związku z powyższym służby nie informują, w jaki sposób i w jakim stopniu korzystają z możliwości delegowania funkcjonariuszy poza macierzystą służbę – napisano w odpowiedzi.

 

Ministerstwo Finansów zapytaliśmy też o to, ilu funkcjonariuszy spośród pracujących w ministerstwie odeszło na emeryturę w latach 2015-2020 prosto z pracy w resorcie oraz po jakim najkrótszym okresie zatrudnienia w MF funkcjonariusze przechodzili lub przechodzą na emeryturę. Ministerstwo nie odpowiedziało na te pytania. Poinformowało jedynie, że po zakończeniu oddelegowania funkcjonariusze wracają do macierzystych jednostek. – Ministerstwo Finansów nie ma wiedzy, ilu z nich przeszło po zakończeniu oddelegowania na emeryturę – podkreśla resort.

 

Jednocześnie MF wskazuje, że zgodnie z art. 12 ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Straży Marszałkowskiej, Służby Ochrony Państwa, Państwowej Straży Pożarnej, Służby Celno-Skarbowej i Służby Więziennej oraz ich rodzin, emerytura policyjna przysługuje funkcjonariuszowi zwolnionemu ze służby, który w dniu zwolnienia posiada 15 lat służby w Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, Służbie Wywiadu Wojskowego, Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, Straży Granicznej, Straży Marszałkowskiej, Służbie Ochrony Państwa, Państwowej Straży Pożarnej, Służbie Celnej, Służbie Celno-Skarbowej lub w Służbie Więziennej, z wyjątkiem funkcjonariusza, który ma ustalone prawo do emerytury określonej w ustawie o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, obliczonej z uwzględnieniem okresów służby i okresów z nią równorzędnych. Z kolei w myśl ust. 2 tego artykułu, w przypadku funkcjonariuszy Służby Celnej lub funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej dodatkowo wymagane jest posiadanie stażu służby co najmniej 5 lat:

1. przy wykonywaniu zadań określonych odpowiednio w art. 1 ust. 2 pkt 4 i 5 ustawy z dnia 24 lipca 1999 r. o Służbie Celnej lub w art. 2 ust. 1 pkt 4-6 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o Służbie Celnej lub

2. służby w Służbie Celno-Skarbowej.

 

Funkcjonariusz Służby Celnej lub funkcjonariusz Służby Celno-Skarbowej, który – jak stanowi ust. 3 - w dniu zwolnienia ze służby, przekształcenia albo wygaśnięcia stosunku służbowego osiągnął staż służby 15 lat, w tym co najmniej 5 lat, o których mowa w ust. 2, nabywa prawo do emerytury w dniu osiągnięcia tego stażu niezależnie od przyczyny zwolnienia ze służby, wygaśnięcia czy przekształcenia stosunku służbowego.

 

Funkcjonariusze służb, by przejść na emeryturę ze stosunku służby, muszą wrócić do służby. Emerytura, którą dostaną stanowi 75 proc. ostatniej miesięcznej wypłaty na ostatnim zajmowanym stanowisku. Kluczową kwestią jest więc odpowiedź na pytanie, z jakiego stanowiska w służbie funkcjonariusz przechodzi na emeryturę i czy jest to to samo stanowisko, które zajmował zanim został oddelegowany do pracy w administracji publicznej i na które do służby powrócił.

 

- Co do zasady funkcjonariusze służb są kompetentni. Zatrudnianie ich w administracji to jest pewnie jakaś forma zagospodarowania ich. W końcu państwo zainwestowało ogromne środki finansowe w ich przeszkolenie. Odrębną kwestią jest natomiast istnienie uprzywilejowanych systemów emerytalnych, które umożliwiają 45-letnim osobom przejście na emeryturę i dalszą pracę – mówi Krzysztof Izdebski, prawnik, dyrektor programowy fundacji ePaństwo.

 

- Nabywanie prawa do emerytury mundurowej po 15 latach służby świadczy o tym, że mamy bardzo bogate Państwo (albo Państwo bardzo rozrzutne). Zwłaszcza gdy potem tym, którzy zdecydowali się nie przechodzić na emeryturę, płaci się dodatki za każdy rok służby. Jeśli dojdzie do tego, że także w KAS (dodatek po 25 latach służby ma wynieść 1,5 tys. zł brutto miesięcznie lub po 28,5 latach służby - 2,5 tys. zł brutto miesięcznie) – to system płac w KAS ulegnie całkowitemu rozmontowaniu - uważa Tomasz Ludwiński. Już dziś dominanta uposażeń w Izbie Skarbowej w Kielcach dla funkcjonariuszy wynosi 5.587 zł przy dominancie wynagrodzeń dla członków korpusu służby cywilnej 3.271 zł (odpowiednio: w Izbie Administracji Skarbowej w Krakowie - 5.235 zł i 3.767 zł, w IAS w Szczecinie - 5.749 zł i 3.780 zł, w IAS w Warszawie - 6.323 zł i 3.639 zł) - mówi Tomasz Ludwiński. I dodaje: - Należy w tym kontekście zauważyć, że to porównanie nie uwzględnia faktu, iż od uposażenia funkcjonariuszy nie pobiera się składek na ubezpieczenie emerytalno-rentowe, przez co otrzymują około 12 proc. więcej „na rękę” niż cywile.

 

Sami b. funkcjonariusze służb mundurowych anonimowo przyznają, że państwo nie ma pomysłu na zagospodarowanie potencjału funkcjonariuszy, ich wiedzy i doświadczenia. – W innych krajach Unii Europejskiej są specjalne programy stopniowego odejścia funkcjonariuszy służb do cywila. Tzw. programy rekonwersyjne, w trakcie których prowadzone są kursy językowe i kursy przyuczające do nowego zawodu już w cywilu. Ale to są programy dla funkcjonariuszy, którzy nabyli pełne uprawnienia emerytalne, czyli mają za sobą 30 lat służby – mówi nam prosząc o anonimowość jeden z emerytowanych funkcjonariuszy.

 

- Generalnie nie jestem przeciwny traktowaniu funkcjonariuszy w sposób uprzywilejowany. Jak zwykle natomiast problem dotyczy szczegółów. Można się zastanawiać, czy okres 15 lat służby nie jest zbyt krótki, chociaż emerytura w takim przypadku to 40 proc. podstawy wymiaru. Czy rzeczywiście powinna ulegać zwiększeniu w przypadku podjęcia zatrudnienia poza służbą (chociaż tu są dodatkowe wymagania dotyczące wysokości emerytury i wieku – art. 14 ust. 2 ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy). Czy zakres nie jest zbyt szeroki, a już sam „tytuł” ustawy przyprawia o zawrót głowy. Nie ukrywam jednak, że bardziej interesujące dla mnie jest nie to, jak wygląda emerytura funkcjonariuszy, lecz to, jaką politykę zatrudnienia powinno prowadzić państwo – mówi Paweł Korus, radca prawny, partner w kancelarii Sobczyk & Współpracownicy, były wieloletni sędzia sądu pracy. Bo, jak twierdzi, z jednej strony każdemu zapewnia się wolność wyboru zawodu, a z drugiej - władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia (art. 65 ust. 1 i 5 Konstytucji RP). - Powstaje zatem pytanie, czy w sytuacji ograniczonej dostępności pracy, Państwo, w ramach posiadanych możliwości zatrudnienia, nie powinno promować osoby bezrobotne, bez odpowiedniego zabezpieczenia socjalnego (np. emerytury). W mojej ocenie, oferując stanowiska w administracji państwo powinno przede wszystkim aktywizować osoby bezrobotne – mówi mec. Paweł Korus.

 

 

TSUE: Konkluzje BAT dla dużych obiektów energetycznego spalania nadal obowiązują

Źródło: Prawo.pl

Autor: Magdalena Ukowska, Anna Meres

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził nieważność Konkluzji BAT dla dużych obiektów energetycznego spalania ze względów formalnych. Do czasu uchwalenia nowych utrzymał w mocy dotychczasowe Konkluzje. Zmieniona ma być między innymi procedura głosowania - piszą radca prawny Magdalena Ukowska i Anna Meres z Greenpeace Polska.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej opublikował w środę wyrok w sprawie o stwierdzenie nieważności Konkluzji BAT (konkluzji dotyczących najlepszych dostępnych technik) dla dużych obiektów energetycznego spalania. Chodzi o decyzję wykonawczą Komisji UE 2017/1442 z dnia 31 lipca 2017 r. ustanawiającą konkluzje dotyczące najlepszych dostępnych technik (BAT) w odniesieniu do dużych obiektów energetycznego spalania zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/75/UE (notyfikowana jako dokument nr C(2017) 5225) OJ L 212, 17.8.2017).

 

Trybunał stwierdził nieważność Konkluzji BAT ze względów formalnych, ale utrzymał w mocy dotychczasowe Konkluzje do czasu uchwalenia nowych, zgodnie ze wskazaną w wyroku procedurą głosowania (w oparciu o art. 3 ust. 3 protokołu (nr 36) w sprawie postanowień przejściowych (Dz.U. 2016, C 202, s. 321).

 

Obecnie obowiązujące Konkluzje BAT pozostają w mocy do czasu uchwalenia nowych, co powinno nastąpić w terminie roku od ogłoszenia wyroku. Oznacza to, że od 17 sierpnia 2021 roku wszystkie tzw. duże obiekty energetycznego spalania (czyli m.in. elektrownie o mocy >50 MWe) będą musiały spełniać wymogi zawarte w obecnych Konkluzjach BAT, a orzeczenie TSUE nie wpłynie w żaden sposób na toczące się obecnie postępowania administracyjne i sądowe – zaznacza Magdalena Ukowska, radca prawny z Fundacji Frank Bold.

 

Poprawa jakości środowiska to unijny cel

Trybunał uzasadnił utrzymanie w mocy dotychczasowych Konkluzji koniecznością zachowania pewności prawa, jednolitych warunków wydawania pozwoleń zintegrowanych oraz potrzebą zapewnienia wysokiego poziomu ochrony środowiska. Zwrócił też uwagę na unijny cel poprawy jakości środowiska.

 

Zdaniem TSUE zdrowie obywateli powinno być bezwzględnym priorytetem wszystkich instytucji, które obecnie procedują złożone przez elektrownie węglowe wnioski o odstępstwa od limitów emisji substancji trujących do powietrza. W związku z tym takie odstępstwa nie powinny być w ogóle przyznawane, nawet jeżeli są ograniczone w czasie. Węgiel nigdy nie będzie czystym paliwem, gdyż jego spalanie emituje różne substancje trujące oraz dwutlenek węgla, napędzając kryzys klimatyczny – podkreśla Anna Meres, Koordynatorka kampanii klimatycznych z Greenpeace Polska.

 

Trybunał stwierdził nieważność Konkluzji BAT ze względów formalnych - z uwagi na przeprowadzenie głosowania nad tym aktem w oparciu o niewłaściwą procedurę. TSUE nie rozważał zupełnie zarzutów odnoszących się do samej treści Konkluzji BAT.

 

Konkluzje BAT ważne przy ustalaniu warunków pozwoleń na emisję

Konkluzje BAT przyjmowane są w drodze decyzji wykonawczej Komisji Europejskiej. Są bezpośrednio wiążące w państwach członkowskich (nie wymagają implementacji do prawa krajowego). Stanowią realizację zasady zastosowania najlepszych dostępnych technik (ang. best available techniques – BAT)  w sektorze przemysłowym (w tym energetycznym). Zasada BAT wynika z prawa unijnego (Dyrektywy 2010/75/UE w sprawie emisji przemysłowych). Konkluzje BAT dla tzw. dużych obiektów energetycznego spalania paliw zawierają opis najlepszych technik jakie powinny być stosowane w tych instalacjach oraz poziomy emisji, które powinny zostać osiągnięte przy zastosowaniu najlepszych dostępnych technik. Konkluzje BAT wskazują graniczne wielkości emisji m.in.  np. w odniesieniu do tlenków azotu, rtęci, chlorowodoru. Zawierają szczególne standardy emisyjne, które muszą być spełnione przez duże obiekty spalania paliw. Służą więc za punkt odniesienia przy ustalaniu warunków pozwoleń na emisję. Obowiązek przyjęcia Konkluzji BAT dla tego sektora wynika z Dyrektywy 2010/75/UE w sprawie emisji przemysłowych.

 

Obecnie powinny się rozpocząć prace nad przyjęciem przez państwa członkowskie nowych konkluzji BAT z zastosowaniem wskazanej przez TSUE procedury głosowania. Stanowi to szansę na przyjęcie bardziej ambitnych w swej treści Konkluzji BAT.

 

Magdalena Ukowska, radca prawny z Fundacji Frank Bold

Anna Meres, Koordynatorka kampanii klimatycznych z Greenpeace Polska

 

 

NSA: Praca kierowcy w wojsku nie narusza wolności religii

Źródło: Prawo.pl

Autor: Katarzyna Żaczkiewicz-Zborska

Do naruszenia wolności sumienia i religii nie dochodzi w każdej sytuacji konfliktu przekonań z obowiązkiem nałożonym przez prawo - orzekł NSA. Podkreślił, że służba zastępcza w czasie pokoju w postaci kierowania pojazdami to co innego niż obowiązek obrony z bronią w ręku. Prawo do odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem nie jest bezwzględne i musi być zgodne z ustawami krajowymi - dodał.

Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu, oddalił skargę Bogdana M. na decyzję Wojewody Dolnośląskiego z czerwca 2017 r. w sprawie przeznaczenia do wykonania świadczeń osobistych na rzecz obrony.

 

Kierowca wojskowy

Wojskowy Komendant Uzupełnień we Wrocławiu wystąpił do wójta Gminy Miękinia z wnioskiem o przeznaczenie skarżącego do wykonania świadczeń osobistych w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny, polegających na wykonywaniu pracy na stanowisku kierowcy kategorii C w grupie ewakuacyjnej.

 

Chodziło o transport sprzętu oraz ewakuację zapasów. Skarżący poinformował, że jest Świadkiem Jehowy i jego sumienie, wyszkolone w Biblii nie pozwala na szkolenie wojskowe. Mimo to wójt przeznaczył skarżącego do wykonania świadczeń osobistych na rzecz obrony. Jako podstawę rozstrzygnięcia organ powołał art. 203 ust. 1 ustawy z 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony RP.

 

Z tą decyzją skarżący się nie zgodził i wystąpił do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu.

 

Oddalenie skargi przez sąd

Sąd I instancji wskazał, że zakres obywatelskiego obowiązku obrony rozciąga się na wszystkich obywateli RP. Jest obowiązkiem powszechnym. Służba wojskowa jest więc kwalifikowaną formą obywatelskiego obowiązku obrony ojczyzny.

 

Jednocześnie jednak, wykonywanie świadczeń na rzecz obrony nie jest żadną z form odbywania służby wojskowej. Wykonywanie świadczeń na rzecz obrony nie stanowi służby wojskowej. Sąd I instancji podkreślił, że katalog osób podlegających wyłączeniu z obowiązku świadczeń osobistych jest katalogiem zamkniętym. Niedopuszczalne jest rozszerzenie kręgu tych osób.

 

Co więcej - w ocenie Sądu I instancji - w art. 9 Konwencji z 4 listopada 1950 r. o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności nie sformułowano wprost prawa podmiotowego do odmowy działania sprzecznego z własnymi przekonaniami. Powołując się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, Sąd I instancji stwierdził, że z art. 9 Konwencji nie wynika możliwość sprzeciwu sumienia w zakresie niedotyczącym odmowy służby wojskowej.

 

Skarga do NSA

Skarżący zarzucił wyrokowi:

1. nieprawidłową wykładnię i w konsekwencji niewłaściwe zastosowanie art. 53 ust. 1 Konstytucji RP w związku z

2. art. 206a ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP oraz w związku z art. 178 ust. 1 i art. 8 ust. 2 Konstytucji RP. Polegało to na przyjęciu, że nałożenie na skarżącego obowiązku świadczeń osobistych oraz wynikających z tego obowiązków faktycznych, nie ograniczają prawa skarżącego do wolności sumienia i wolności religii, z uwagi na domniemany, cywilny charakter świadczeń osobistych.

Ponadto - niewłaściwą wykładnię i w konsekwencji niewłaściwe zastosowanie art. 9 Konwencji, art. 18 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych oraz art. 10 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

 

Służba zastępcza

NSA zwrócił uwagę, że możliwość odmowy przez skarżącego wykonywania służby wojskowej nie była w tej sprawie kwestionowana i znajduje uzasadnienie w art. 85 ust. 3 Konstytucji RP, który ustanawia służbę zastępczą.

 

Służba zastępcza w Konstytucji RP stanowi jedną z istotnych gwarancji ochrony wolności religii i przekonań, zgodnie ze standardami demokratycznego państwa prawnego. Z treści art. 85 ust. 3 Konstytucji RP wynika, że Konstytucja nie znosi powszechnego obowiązku służby wojskowej, ale zastępuje go innym obowiązkiem. Obywatel jest bowiem zobowiązany do służby zastępczej i odpowiednie organy poborowe nie mogą zwolnić go z obowiązku służby zastępczej.

 

Służba w czasie pokoju

Sąd II instancji podkreślił, że zasady odbywania służby zastępczej, pierwotnie uregulowane w ustawie o powszechnym obowiązku obrony RP, są obecnie przedmiotem ustawy z 28 listopada 2003 r. o służbie zastępczej.

 

Natomiast w tej sprawie chodzi o świadczenia osobiste, będące świadczeniami na rzecz obrony, uregulowanymi w ustawie o powszechnym obowiązku obrony RP, wykonywane w czasie pokoju.

 

W ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, prawidłowe jest stanowisko, że zarówno przepisy Konstytucji RP, jak i przepisy aktów międzynarodowych nie mogły stanowić podstawy do zwolnienia skarżącego z obowiązku świadczeń osobistych na rzecz obrony państwa w związku z jego sprzeciwem podyktowanym sumieniem, wyznawanymi zasadami moralnymi i życiem duchowym.

 

Wynika to z tego, że nakładane na obywateli polskich obowiązki regulowane ustawą o powszechnym obowiązku obrony RP mogą łączyć się z ograniczeniami w zakresie „wolności uzewnętrzniania wyznania lub przekonań”.

 

Odmowa to nie prawo bezwzględne

Ponadto z art. 10 ust. 2 Karty Praw wynika, że uznaje się prawo do odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem, zgodnie z ustawami krajowymi regulującymi korzystanie z tego prawa. Z brzmienia tego przepisu nie wynika więc bezwzględne prawo do „odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem”, ponieważ jego realizacja musi być zgodna z ustawami krajowymi.

 

W tej sprawie, jak prawidłowo orzekł sąd I instancji, norma z art. 206a ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP, nie przewiduje w katalogu wyłączeń z obowiązku świadczeń osobistych przypadku, gdy osoba wyznaczona do ich wykonania powoła się na „prawo do odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem”. Norma z art. 10 ust. 2 Karty chroni prawo do sprzeciwu sumienia, ale korzystanie z tego prawa odbywać się musi w ramach uregulowanych prawem krajowym.

 

Nie jest więc tak, jak podniesiono w skardze kasacyjnej, że ograniczenia ustawowe odnosić się mogą wyłącznie do „wolności uzewnętrzniania wyznania lub przekonań”, lecz do „wolności sumienia”.

 

NSA przyznał, że nałożone na skarżącego obowiązki w ramach powszechnego obowiązku obrony RP stanowią ograniczenie jego praw wynikających z wolności sumienia i wyznania. W tym znaczeniu uzasadnienie zaskarżonego wyroku jest częściowo nieprawidłowe, ale nie miało to wpływu na wynik sprawy.

 

Sygnatura akt II OSK 1434/18, wyrok z 1 grudnia 2020 r.

 

 

WSA: Gmina musi poinformować, na jakich zasadach prowadzi profil na Facebooku

Źródło: Prawo.pl

Autor: Dorian Lesner

Organ samorządu może korzystać z portali społecznościowych typu Facebook lub Twitter albo prowadzić własne forum internetowe. Jeśli jednak decyduje się na taką formę komunikacji, to musi zdawać sobie sprawę z tego, że informacje o trybie jego działania w tym obszarze będą publiczne. Tak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie.

W kwietniu 2019 r. stowarzyszenie zwróciło się do wójta o przekazanie informacji na temat gminnych mediów społecznościowych. Zapytano, czy jednostka samorządu terytorialnego prowadzi profil na Facebooku lub na Twitterze, kto odpowiada za ich funkcjonowanie, pracownicy urzędy czy zewnętrzny podmiot oraz czy określono zasady blokowania komentarzy i użytkowników. Wnioskodawca prosił też o informacje na temat oficjalnego profilu wójta. Zapytano także, czy urząd gminy prowadzi forum dla mieszkańców lub grupę w serwisie społecznościowym. Stowarzyszenie nie otrzymało informacji i w sierpniu 2020 r. wniosło skargę na bezczynność. Wójt przesłał wówczas odpowiedzi na zadane pytania. Tłumaczył, że nie zrobił tego wcześniej, ponieważ wiadomość mailowa z wnioskiem prawdopodobnie trafiła do skrzynki spam.

 

Wójt powinien udzielić informacji

Sprawą zajął się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie, który wskazał, że zgodnie z art. 4 ust. 1 pkt 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej (udip), do udostępniania informacji publicznej obowiązane są władze publiczne oraz inne podmioty wykonujące zadania publiczne, w szczególności organy władzy publicznej. Takim organem jest wójt. Tym samym jest on podmiotem zobowiązanym do udostępnienia informacji, o ile ma ona charakter publiczny. WSA uznał, że tak też było w niniejszej sprawie. W świetle art. 1 ust. 1 i art. 6 udip, informacją publiczną jest każda wiadomość wytworzona lub odnoszona do władz publicznych lub innych podmiotów wykonujących funkcje publiczne w zakresie wykonywania przez nie zadań władzy publicznej i gospodarowania mieniem komunalnym lub mieniem Skarbu Państwa. Katalog informacji publicznych zawiera art. 6 udip. Pkt 3 tego przepisu stanowi, że udostępnieniu podlega informacja o zasadach funkcjonowania podmiotów zobowiązanych do udostępnienia informacji publicznej.

 

Jeśli prowadzi się profil, to trzeba powiedzieć na jakich zasadach

WSA zwrócił uwagę, że zgodnie z art. 7 Konstytucji RP, organy mogą wykorzystywać instrumenty prawne, których stosowanie przewidują przepisy prawa powszechnie obowiązującego. Nie można im jednak odmówić prawa do podejmowania inicjatyw związanych z wymianą informacji z wykorzystaniem komunikacji elektronicznej. Sąd wskazał, że do tego rodzaju inicjatyw należy posiadanie przez urząd administracji samorządowej strony w portalu społecznościowym typu Facebook lub Twitter albo prowadzenie własnego forum internetowego. Wykorzystywanie tych instrumentów przez podmioty publiczne nie jest określone i wymagane przepisami prawa. Jeśli jednak organ godzi się na taką formę komunikacji, to musi się liczyć z tym, że informacja o trybie jego działania w tym obszarze aktywności będzie publiczna.

 

Trzeba skonfigurować pocztę

Wniosek stowarzyszenia został przesłany drogą elektroniczną w kwietniu 2019 r. Wiadomość została jednak zakwalifikowana przez skrzynkę odbiorczą jako spam. Sąd wskazał, że organ powinien skonfigurować pocztę elektroniczną oraz zorganizować obsługę techniczną w taki sposób, aby zapewnić bezproblemowy i niezwłoczny odbiór przesyłanych podań. Tymczasem odpowiedź została udzielona dopiero po upływie szesnastu miesięcy od dnia doręczenia wniosku. Mając powyższe na uwadze, WSA uznał, że organ dopuścił się bezczynności z rażącym naruszeniem prawa. Sprawę załatwiono bowiem po znacznym przekroczeniu ustawowego, czternastodniowego, terminu.

 

Wyrok WSA w Lublinie z 22 grudnia 2020 r., sygn. akt II SAB/Lu 114/20

 

 

WSA: Nie akt notarialny, tylko szkic decyduje o tym, kto będzie legalizował oranżerię

Źródło: Prawo.pl

Autor: Dorian Lesner

W sporze o legalizację samowolnie wybudowanej oranżerii organy uznały, że stroną postępowania była wspólnota mieszkaniowa, a nie właściciel lokalu, ponieważ pomieszczenie to nie zostało wymienione w akcie notarialnym. Kluczowy był jednak szkic lokalu, z którego wynikało, że jedynym użytkownikiem oranżerii był właściciel lokalu, więc to on powinien być adresatem postanowień. Tak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku.

Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego prowadził postępowanie w sprawie realizacji oranżerii na tarasie przylegającym do elewacji budynku. Jej użytkownikiem był właściciel jednego z lokali. W dacie jego nabycia, ogród zimowy już istniał, co świadczyło o tym, że został on wykonany przez poprzedniego właściciela. Organ uznał, że wymagało to dokonania zgłoszenia, więc sporny obiekt stanowił samowolę. Dlatego też nałożył na aktualnego właściciela lokalu obowiązek przedłożenia określonych dokumentów i dokonania uzgodnień w celu dokonania legalizacji. Rozstrzygnięcie to zostało uchylone przez wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego. Ponownie rozpoznając sprawę, organ nałożył ten obowiązek na wspólnotę mieszkaniową. Rozstrzygnięcie to zostało utrzymane w mocy. Wspólnota wniosła więc skargę.

 

Ogród zimowy nie tylko dla roślin

Sprawą zajął się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku, który wskazał, że organy prawidłowo zakwalifikowały sporny obiekt jako oranżerię (ogród zimowy). Miał on lekką, aluminiową konstrukcję i powierzchnię 14m2. Został zrealizowany z przeszkleń o małym współczynniku ciepła, co miało w ocenie skarżącego świadczyć o tym, że obiekt ten nie może służyć jako ogród zimowy. Jednakże sąd nie zgodził się z takim twierdzeniem. W potocznym wykorzystaniu ogród zimowy służy bowiem nie tylko do hodowli roślin, ale także do wypoczynku. Potwierdzały to też znajdujące się w aktach sprawy zdjęcia, na których widać było kanapę. Tym samym sporna zabudowa, pełniła również funkcję wypoczynkową.

 

Oranżeria nie została wymieniona w akcie notarialnym

Kwestią sporną było ustalenie, kto powinien być adresatem obowiązków wynikających z postanowienia organu pierwszej instancji. Było to związane z uściśleniem, czy sporny obiekt stanowił część wspólną budynku mieszkalnego wielorodzinnego czy też nie. WSA wskazał, że tezę o tym, że oranżeria została wykonana na tarasie stanowiącym część wspólną budynku oparto na treści aktu notarialnego. Wynikało z niego, że sprzedaż obejmowała lokal mieszkalny składający się z dwóch pokoi, salonu, kuchni, garderoby, przedpokoju, łazienki, wc i spiżarni oraz pomieszczeń przynależnych: piwnicy i miejsca postojowego. Akt nie wymieniał jako przynależności tarasu lub oranżerii, więc organy uznały, że była to część wspólna. Tym samym obowiązki związane z legalizacją zostały nałożone na wspólnotę mieszkaniową.

 

Przesądziły szkice lokalu

WSA podkreślił, że nie wszystkie pomieszczenia pomocnicze muszą być ujęte w akcie notarialnym, w szczególności, jeżeli nie są liczone do powierzchni użytkowej lokalu. Tak też jest w przypadku balkonu czy tarasu. Istotne jest natomiast, czy takie pomieszczenia są ujęte w szkicach lokalu oraz kto i jaki ma do nich dostęp. Z przedłożonej przez wspólnotę dokumentacji wprost wynikało, że w szkicu ujęto taras, na który wchodzi się bezpośrednio z dwóch pomieszczeń lokalu. Z rysunków tych nie wynika, że dostęp do niego został zapewniony z innych mieszkań lub z części wspólnych budynku. Oznacza to, że użytkownikiem wybudowanej na tarasie oranżerii był wyłącznie właściciel jednego lokalu, więc nie wchodziła ona w skład nieruchomości wspólnej. Dlatego też adresatem obowiązków związanych z legalizacją samowoli nie mogła być wspólnota mieszkaniowa, tylko właściciel lokalu. Mając powyższe na uwadze, WSA uchylił zaskarżone oraz poprzedzające je postanowienie.

 

Wyrok WSA w Gdańsku z 5 stycznia 2021 r., sygn. akt II SA/Gd 530/20